www.ulicaprosta.net

Forum przy Ulicy Prostej
Teraz jest Cz kwi 15, 2021 11:17 am

Strefa czasowa: UTC + 1




Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 51 ]  Przejdź na stronę 1, 2, 3, 4  Następna strona
Autor Wiadomość
PostNapisane: Pt gru 13, 2013 11:02 pm 
Offline

Dołączył(a): Wt gru 10, 2013 9:42 pm
Posty: 19
Witam kochani,
Na początku musze przyznac ,ze zupełnie nie wiedziałem gdzie umiescic ten post, wiec umieszczam go własnie tu,
jeśli jest to niewłaściwe miejsce to prosze zeby odpowiednia osoba usuneła go...musze dodac jeszcze ,ze napisałem ten post juz wcześniej wklejam dopiero teraz ponieważ oczekiwałem na aktywacje forumowego konta,
Ale wydarzenie te miały miejsce nie dawno..
Raczej nie bedzie to świadectwo w zasadzie to sam nie wiem co to będzie, ale czuje dziwną chęc napisania tego
dlatego pozwole sobie to zrobic.
Forum Ulica Prosta znalazłem przez przypadek, ale o tym może później...


Na planecie ziemia żyje sobie od około 9310 dni i nocy czyli 25 i pół roku.
Nie będe opisywac całego swojego zycia ponieważ przez 20 lat byłem martwy
a tak naprawde żyje od 5 lat... chociaż żyje to zbyt duże słowo...
imituje życie... to określenie chyba bardziej pasuje do tego co robie...
I choc na początku nie miałem zamiaru tego w ogóle pisac to jednak w ogromnym skrócie napisze.
Otóz 5 lat temu trafiłem na ślad Boga, chociaz nie... to On mnie znalazł... zdecydowanie tak,
to sam Bóg Wszechmogacy sie o mnie upomniał...
Byłem zwykłym Katolikiem, tak jak cała moja rodzina,
chodziłem do kościoła bo mama kazała.
Spowiedź, komunnia.. na mszy myślałem o wszystkim tylko nie o Bogu,
przez bardzo długi czas byłem ministrantem.
Gdy troche podrosłem coraz częściej sie buntowałem opuszczajac niedzielne msze a po ukończeniu
18 roku życia byłem juz całkowicie nie praktykujacy. Bóg mi nie jest do niczego potrzebny, myslałem pewnie gdzieś tam sobie jest ale świat ma ciekawszą oferte na życie wiec to z niej skorzystam.
Nigdy nie miałem skłonnosci do alkoholu czy narkotyków( chodzi mi o upadek życiowy aby Bóg mógł zainterweniowac) dlatego też( przez Boga albo z własnej winy- tego niewiem do końca) zostałem uderzony chorobą...
Łojotokowe zapalenie skóry zupełnie nie groźne dla zdrowia fizycznego natomiast potężnie zaczęło mi to niszczyc zdrowie psychiczne,
gdyby ktoś nie wiedział choroba ta objawia sie przez silne zmiany zapalne pojawiajace sie na twarzy.
Twarz wygladała jak poparzona.
Chyba nie musze mówic co to oznaczało dla młodego chłopaka wkraczajacego w dorosłe życie.
To czas nawiazywania szczególnych relacji z kobietami, zwiazki, małżeństwo... a ja ...
a ja nie mogłem bo wygladałem jak potwór... nie dośc ,ze zawsze byłem nieśmiały to teraz juz byłem całkowicie przegrany w oczach kobiet.
no kurcze wszędzie niech te paskudne zmiany sie pojawiają ale na twarzy???
w tak widocznym miejscu? Myślałem ze choroba równie szybko zniknie jak sie pojawiła...Po mniej wiecej roku okazało sie jak bardzo sie myliłem...choroba nadal mnie dreczyła, żadne specyfiki nie przynosiły efektów,
I wtedy pojawiła sie myśl... zaraz , zaraz przeciez podobno jest Bóg i podobno On uzdrawia, wiec trzeba sie pomodlic i sprawa załatwiona.
A wiec rózaniec w dłoń i modliłem sie do Maryji, do samego Boga, do Jezusa do świętych, do aniołów przez około 2 lata...bez skutku...
Ta choroba doprowadzała mnie do coraz większego załamania psychicznego...zaczynałem sie czuc coraz bardziej samotny...
W tym momencie sie zatrzymam i przeskocze o jakieś 2 lata do przodu...

Bóg mi wszystko wytłumaczył, tylko On, nikt inny , zaden człowiek, żaden ksiadz, tylko Bóg, On nigdy przez te 5 lat nie posłużył sie żadnym człowiekiem, nie postawił na mojej drodze nikogo kto by mnie "oswiecił"
niewiem jak On to robił ale krok po kroku tłumaczył mi... kierował tak , ze dziś wiem to co wiem... On sam to wszystko mi przekazał,
Dziś moim jedynym drogowskazem jest Pismo swięte, jedyna droga Jezus Chrystus,On jest moim( naszym) osobistym zbawicielem i nikt poza Nim.
Kościół katolicki do którego należałem niestety dał sie zwiesc:kult Maryji do której sam sie kiedys niestety modliłem, modyfikacja 10 przykazań, zmiana świętego dnia z soboty na niedziele
i cała masa innych kłamstw. Krok po kroku na przestrzeni lat Bóg mi to wszystko objawiał.
To co napisałem wyzej to przeogromny skrót...I mozna byłoby z tego napisac średniej grubosci ksiażke ale to wiem tylko ja i On.
Może wkrótce napisze więcej na ten temat i rozwine go w bardziej wyczerpujacy sposób.
A teraz przejde do tego co tak naprawde chciałem napisac...

Przedwczoraj to jest 6 grudnia miały miejsce wydarzenia dla mnie traumatyczne
i nie był to dzień szczególny... nie.... ponieważ właśnie tak wyglada moje życie , po prostu tego dnia
zostałem po raz juz sam niewiem który połamany życiowo...
Ostatnimi czasy dostałem jakieś natchnienie żeby szukac... czegos ... kogos... sam nie wiem... w związku z tym ze po tych 5 latach
czułem potworna samotnosc i kompletna nieumiejetnosc poradzenia sobie z tym...
Natrafiłem w internecie na nagrania z udziałem Artura Cerońskiego,
nagrania w których On nauczał o Bogu, pomyślałem ze moze to właśnie Bóg mnie tak pokierował abym na niego trafił,
że moze ten człowiek jest prawdziwy i ,ze moze czas przyłaczyc sie do jakiejs wspólnoty moze właśnie do jego wspólnoty, zboru bo w innym razie samotnosc mnie zabije.
I w ten sposób trafiłem na forum ulica prosta, szukajac wiecej informacji na temat Artura,
niestety on nie ma tu wysokich notowań ale jednak mimo wszystko postanowiłem dac mu szanse...
Mielismy spotkac sie własnie 6 grudnia w Warszawie przy złotych Tarasach gdzie on prowadził uliczną ewangelizacje.
Nie wiem jaka tego dnia była pogoda w innych miastach ale w Warszawie była straszliwa śnieżyca, wiatr tak silny ze aż zatykało i odbierało oddech...
Ale pojechałem tam... do zyskania było tak wiele...
Oraz jeszcze jeden cel... nadzieje że Bóg ześle na moja droge tą jedna , jedyną kobiete.. właśnie tego dnia...( codziennie mam taką nadzieje wiec tamtego dnia również)
Na chwile musze uciac ten wątek i napomniec o czymś innym ale zaraz wrócimy do tematu...
Moją największa zyciową tragedia jest samotnosc, tak potworna że czuje straszny ból psychiczny.... nie potrafie tego opisac...
to trwa juz bardzo długo... i nie umiem sobie z tym poradzic... to jest nie do wytrzymania, mysli samobójcze, prośby do Boga o zabranie mi zycia, wszystko przez to ,ze samotnosc moja jest
jest nie do uniesienia...
Pękam coraz bardziej, zaczynam pic alkohol... Pije bo samotnosc przerosła mnie już na dobre....
Przez te 5 lat nie piłem w ogóle, abstynencja całkowita, jednak tak jak powiedziałem nie umiem juz sobie z tym poradzic...
Moje cierpienie jest przeogromne, tak straszna pustka... Setki modlitw Do naszego Boga aby zesłał mi moją księżniczke aby sie zlitował bo ja i wyznaje to z pełną swiadomoscią nie potrzebuje niczego juz z tego świata,( czy aby na pewno?? ale o tym później)
Pieniadze, władza, jakieś materialne sprawy to wszystko jest mi zupełnie obojętne ale nie potrafie w sobie zabic pragnienia spotkania ukochanej kobiety...To jest poza mną,
prosiłem Boga nawet jeśli nie chcesz mi jej dac to zabierz to pragnienie...Chyba nie musze mówic ,ze było jeszcze gorzej...
Więc zacząłem pic... i tak oto jadąc na spotkanie z Arturem zdarzyło mi sie to po raz piaty liczac od tej mojej całkowitej abstynencji.
Szedłem chyba ze 2 kilometry pieszo w ta śnieżyce, zawieruche zeby spotkac sie z Arturem... było tak okropnie zimno...
Spotkałem sie z nim...byłem juz raczej kompletnie pijany albo raczej moje ciało było pijane bo dusza była trzeźwa jak nigdy....
Jego zachowanie mnie powaliło , pytanie czym sie zajmuje brzmiało conajmniej jak : czy duzo zarabiam....
Rozmawialismy przez chwile po czym on zaczął pakowac do samochodu głośniki ... kończył swoją posługe...
Gdy ja mu mówiłem ze nie daje juz sobie rady z tym wszystkim ,ze cierpienie mnie przerasta to on stwierdził ,ze widocznie nie oddałem życia Jezusowi
( co czyniłem wielokrotnie) po czym odeszliśmy na bok i Artur znokautował siebie samego mówiac " to idź do psychologa ze swoimi problemami"
To rozwiało moje wątpliwosci co do osoby Artura...
Jednak byłem zdruzgotany...zawiedziona nadzieja... w dalszym ciagu będe sam...
Wykrzyczałem mu tylko ze on nie jest z Boga
oddalałem sie od niego i krzyczałem ze wszystkich sił żeby sie p.......ł, ja nie przeklinam ale tym razem nie dałem rady, to tak bolało...
czego bardzo żałuje dziś i zamierzam do niego zdzwonic, przeprosic... ( juz to zrobiłem, gdyz ten post wklejam około tydzień po jego napisaniu )
ale tylko za te słowa...ponieważ postawiłem juz na nim krzyżyk za to co powiedział...
Wracałem w ta śnieżyce, wódką gasząc cierpienie które wiedziałem ze teraz sie spotęguje przez to ze zostałem tak potraktowany
Samotnosc uderzyła z ogromną mocą, szedłem kompletnie załamany, nie obecny, zdruzgotany,
ze wszystkich sił przeklinajac zycie, samotnośc coraz bardziej mnie uderzała, ze nie ma komu powiedziec ... po prostu nie ma...
że to trwa juz zbyt długo... ze ja musze sie zabic.. tylko wtedy zaznam spokoju...nawet nie próbowałem juz wołac do Boga,
robiłem to już tyle razy że wiedziałem ,ze tym razem też nie usłyszy...
Nie zgadzam sie na takie życie, zdjałem kurtke i w samej tylko koszulce szedłem w tą zamiec patrząc jak inni ludzie trzymaja sie za rece,
taki protest.... nie zgadzam sie... nawet nie omijałem kałuży... amok...wlewajaca sie woda do butów... lodowata. nie cuciła....Lodowaty wiatr,śnieżyca...
byłem tak zmarzniety ze nie czułem rak ani nóg, wszystko mi jedno moge umierac w każdej chwili...
Serce pękało z żalu... jestem zupełnie sam...momentami nie wiedziałem gdzie jestem...zatracałem świadomosc..
znalazłem sie przy budynku koscioła katolickiego...
musiałem tam wejsc... było mi tak zimno...
Byłem mocno pijany, zdąrzyłem tylko powiedziec ,ze nasz Bóg zabrania kultu Maryji, nic wiecej nie powiedziałem bo kazali mi wyjśc stamtad natychmiast...znów odrzucenie...
W przedsionku spotkałem zakonnice i jeszcze jedną kobiete...
czułem ze umre... czułem sie taki samotny ze to przechodziło moje pojęcie,juz bałem sie tym kobietom powiedziec ze tylko Jezus jest prawda,
bałem sie tego że odejdą ode mnie majac mnie za heretyka a potrzeba kontaktu z ludźmi była tak silna, ze byłem wrecz bliski błagania zeby tylko porozmawiały ze mną o czym kolwiek ale niech nie odchodzą,
One wciskały mi różaniec do reki,jednak nie mogłem go wziac...odeszły...
miałem wybór albo sie rozpłakac albo zacisnac zęby i wrócic do domu...przegrałem wszystko...Bolały mnie nerki, prawdopodobnie przewiało mnie tak bardzo...
wybrałem drugą opcje, spuszczona głowa,całkowita rezygnacja, niewiem jakim cudem trafłem do domu...
Pijanymi ustami modliłem sie do Boga żeby wrecz zgwałcił mnie swoja miłoscią tak straszliwie tego potrzebuje...Błagałem setki razy i tym razem nie przyszedł do mnie tak jak prosiłem...
Przyszedł tak jak On sam chciał, około 2 w nocy po powrocie uspokoiłem sie, zaznałem spokoju po modlitwie...
Wtedy też pojawiła sie silna motywacja do tego zeby napisac to wszystko na tym forum... jednak było już zbyt późno, dochodziła 3 nad ranem,
położyłem sie do łóżka, postanowiłem ze napisze nastepnego dnia.
Leżac w łóżku naszła mnie myśl zeby spalic żyletki które juz od bardzo dawna mam przy sobie na wypadek gdybym dostał tak potwornego ataku bezradnosci aby odebrac sobie życie...
zerwałem sie z łóżka i żyletki wylądowały w ogniu... jednak na jak długo sie ich pozbyłem???
Bóg mnie nigdy nie zostawił i nie zostawi, tak mówi pismo wiec tak jest, jednak w czysto ludzki sposób jestem zupełnie sam...
Matka każe mi sie leczyc , do psychiatry iśc, mówi ze kiedys byłem normalny, ze za duzo głupot sie naczytałem...że jestem opętany...chociaz matką jest najlepszą na swiecie,
a prawda jest taka ze złapałem przynęte zarzucona przez Jezusa jego duchowy haczyk tak bardzo mnie przeszył ,ze nie jestem w stanie sie z niego wypiąc i co ważniejsze nie chce,
Jezus zwija żyłke kołowrotkiem przyciagajac mnie do siebie coraz bardziej.
Dziś Kocham Boga ze wszystkich swoich sił, nie umiałbym zyc tak jak kiedys bez Niego...
nie potrzebuje niczego z tego swiata, przeżyje bez pieniedzy, bez jedzenia bez czegokolwiek co jest z tego swiata ale... nie przeżyje bez miłosci kobiety , mojej jedynej , ukochanej, wymarzonej..
której nie ma... i sił na czekanie też nie ma juz...Moim jedynym marzeniem jest znaleźc ją i zrobic wszystko aby ona była najszcześliwsza kobietą na ziemi i zeby Bóg był zawsze z nami aż do końca życie ziemskiego,
ponieważ bardzo bym chciał abo ona również kochała Jezusa ze wszystkich sił, właściwie jest to warunek konieczny,
Bo ja nie moge sie rozdwoic, bez Boga nie przezyje, jednak dłużej w tym stanie pustki nie jestem w stanie życ...
dlatego błagam Boga naszego aby zabił mnie , aby odebrał mi życie,skoro nie chce złamac tej samotnosci mojej,
to moze juz nawet bolec ale niech tylko juz sie skończy.. śmierc bedzie dla mnie lepsza niz to przerazająco samotne życie...
Nie wiem po co to napisałem, chyba tylko dlatego że przedwczoraj naszło mnie takie natchnienie,
to jest przeogromny skrót wydarzeń z jednego dnia mojego zycia, które jest jednym wielkim cierpieniem,
Nie bedzie to skromne ale podejrzewam ,ze przez te 5 lat wycierpiałem wiecej niz cała moja rodzina razem wzieta...
żałuje ze żyje, bardzo załuje...
A najgorsze jest to ,ze ja nie chce czuc tej pustki i samotnosci, nawet nie zgadzam sie na to , jednak tak jak napisałem to jest poza mną
w żaden sposób nie umiem tego uczucia zabic...mimo tego ze próbuje to z siebie wyrzucic to na nic moje próby sie zdaja...



Lepiej jest dwom niż jednemu, mają bowiem dobrą zapłatę za swój trud: Bo jeżeli upadną, to jeden drugiego podniesie.
Lecz biada samotnemu, gdy upadnie! Nie ma drugiego, który by go podniósł. Także, gdy dwaj razem leżą, zagrzeją się; natomiast jak może jeden się zagrzać?
A jeżeli jednego można pokonać, to we dwóch można się ostać; a sznur potrójny nie tak szybko się zerwie.
Koh. 9 - 12


Ciąg dalszy nastąpi...


Góra
 Zobacz profil  
Odpowiedz z cytatem  
PostNapisane: So gru 14, 2013 8:08 am 
Offline
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Śr lut 27, 2013 6:59 pm
Posty: 151
Cytuj:
Nie wiem po co to napisałem, chyba tylko dlatego że przedwczoraj naszło mnie takie natchnienie,


I słusznie. Czasami trzeba gdzieś wywalić coś z siebie. Smutny jest ten Twój post - nie ma co gadać :(

Witaj na forum. Na razie tyle mogę wykrzesać z siebie. Pozdrawiam Cię, kimkolwiek jesteś :wink: Czekam na dalszą część Twojej historii.

_________________
Albowiem przyjdzie czas, że zdrowej nauki nie ścierpią, ale według swoich upodobań nazbierają sobie nauczycieli, żądni tego, co ucho łechce, i odwrócą ucho od prawdy, a zwrócą się ku baśniom. Ale ty bądź czujny we wszystkim, cierp, wykonuj pracę ewangelisty, pełnij rzetelnie służbę swoją.
2Tym. 4, 3-5


Góra
 Zobacz profil  
Odpowiedz z cytatem  
PostNapisane: So gru 14, 2013 9:40 am 
Offline

Dołączył(a): Śr lip 16, 2008 2:02 pm
Posty: 1905
Z uwagą przeczytałam Twój post "Odrzucony"- i skoro ma być ciąg dalszy, również powstrzymam się na razie przed odpowiedzią. Zatem- czekam na cdn...


Góra
 Zobacz profil  
Odpowiedz z cytatem  
PostNapisane: So gru 14, 2013 11:55 am 
Offline
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Pt wrz 09, 2005 7:51 am
Posty: 527
Drogi Odrzucony,
Też nie chcę ci przerywać w pół słowa, ale jednak coś ci chcę powiedzieć "na już".

Wierzę, że będę oglądać taki dzień, w którym zmienisz nick na Umiłowany (na przykład) i będzie to wyrazem twojego najgłębszego przekonania.
Nasuwają mi się na myśl od razu takie miejsca w Słowie Bożym, które chciałabym ci dedykować specjalnie. Czy chciałbyś?
A tymczasem mów/pisz dalej. Myślę, że mogę to powiedzieć w imieniu nie tylko swoim: słyszymy i słuchamy.

_________________
Wy do wolności powołani jesteście.
(Gal 5,13)


Góra
 Zobacz profil  
Odpowiedz z cytatem  
PostNapisane: So gru 14, 2013 10:43 pm 
Offline

Dołączył(a): Wt gru 10, 2013 9:42 pm
Posty: 19
Witam,
Na początku i przede wszystkim chciałbym wam podziękowac za tak serdeczne przyjęcie
Owieczko, Szelko, Robercie. Dla mnie ma to ogromne znaczenie w jaki sposób zostałem tu przyjety
przez was i dlatego chce pisac dalej chocbym miał to robic tylko dla waszej trójki.

Cytuj:
Nasuwają mi się na myśl od razu takie miejsca w Słowie Bożym, które chciałabym ci dedykować specjalnie. Czy chciałbyś?

Nawet bardzo Cie do tego zachęcam, bede niezmiernie szczęśliwy jeśli w ogóle zechcesz ze mną pisac
a Słowo Boze które chcesz cytowac przyjme z jeszcze wieksza radoscią.


Dzis chciałbym napisac o cierpieniu w moim życiu Pismo mówi ,ze Bog karci swoje dzieci,
że doswiadcza je, napomina...ja dodam tylko ze czasami robi to w bardzo, bardzo ale to bardzo bolesny sposób.
Mnie osobiscie Bóg nasz połamał i zdruzgotał całkowicie. Często mu zadaje pytanie czy to musi aż tak bardzo bolec?
Czy nie można mi tego wszystkiego wytłumaczyc w łagodniejszy sposób?
5 lat temu Bóg zamknął mnie w ciemnej jaskini, zakuł w cieżkie kajdany i rozpoczął życiową lekcje.
Jeszcze wtedy nie wiedziałem jak to wszystko bedzie wyglądac, szybko sie jednak przekonałem na własnej skórze.
Te 5 ostatnich lat mojego życia to jedno wielkie cierpienie... o jakze strasznie bolało.. Moi drodzy wiedzcie, ze Bog nasz
dla naszego dobra jest w stanie użyc naprawde drastycznych środków i tak oto przez te 5 lat dręczył mnie On psychicznie do takiego stopnia, ze to
przechodziło moje ludzkie pojęcie.
Ja nie wiem do dziś jakim cudem moje serce wytrzymało takie obciażenia i nie zatrzymało sie, mimo tego, ze
zaczynało już szwankowac, od tego stresu miałem jakieś kołatania, gubienie rytmu, dziwne też jest to ,ze nie zwariowałem.
Ale Pan nasz nie przestawał. Pisząc dreczył mnie psychicznie mam na myśli wojne w mojej głowie.
Ja chciałem byc taki jaki swiat chciał ,zebym był czyli piękny i zdrowy abym mógł korzystac z życia ile tylko sie da.
Natomiast Bóg powiedział : " nie bedziesz taki, będziesz chory i słaby, bo moc okazuje sie w słabosci"
I w zwiazku z tym w mojej głowie ścierały sie dwa poteżne fronty.
Z jednej strony ja chce byc piękny i zdrowy ale z drugiej ta przeklęta choroba która uniemozliwia mi podbój świata.
A czas ucieka, będąc młodym chce korzystac z życia, zaznawac rozkoszy cielesnych i innych uciech... no przeciez oferta świata jest tak interesujaca...
Więc Boze daj mi zdrowie, ja pokorzystam do trzydziestki a później przyjde do Ciebie.
Tak właśnie myślałem, to był bunt przeciwko Bogu, który skończył sie dla mnie bardzo źle, Bóg zaczał bardzo boleśnie podcinac korzenie
którymi przez 20 lat życia tak bardzo wrosłem w ten świat... On niszczył mi marzenia i plany, brutalną siłą mimo woli mojej... im bardziej sie buntowałem
tym bardziej On dokładał mi cierpienia..
Mniej wiecej po 2-3 latach udręki cos we mnie pękło z ogromnym żalem pomyślałem sobie " żegnaj swiecie, nie wygram z tym który po mnie przyszedł"
Modliłem sie dalej co prawda o uleczenie jednak we mnie pojawiła sie po raz pierwszy wewnętrzna zgoda na chorobe.
Boze zgadzam sie, bede chory ponieważ Ty tego chcesz. Pomyślałem też wtedy ,ze Bogu właśnie o to chodziło i ze to chyba koniec jego bolesnych nauk.
o jakze naiwny byłem...
Bóg włożył w moje serce poczucie samotnosci, zasiał ziarenko. I tak w momencie gdy coraz bardziej zgadzałem sie na chorobe, to ziarenko coraz bardziej kiełkowało
tak aby kiedy jeden przyczynek utrapienia wygaśnie całkowicie( choroba) to na jego miejsce wskoczy drugi( samotnośc)... abym wytchnienia nie zaznał...
Samotnosc....przeogromna, przejmujaca, przytłaczająca samotnośc..
Wśród ludzi nie miałem ani jednej bratniej duszy i On sam Bóg Wszechmogący schował sie przede mną...
Moje modlitwy wracały do mnie z notka" adresat nie osiągalny".
Rozpacz, ja byłem w przedsionku piekła chyba wtedy, to co sie ze mna działo było straszne.
Rozdzierajaca pustka w sercu, Bóg podsycał ten ogień do granic obłędu, bywało że przez długie tygodnie byłem całkowicie wykluczony z życia społecznego,
odrzuciłem prace ( moja praca w tamtym czasie to temat na kolejny post bo niewątpliwie Bóg mi ja zesłał na tak cieżki życia okres ale o tym napisze innym razem)
Nie byłem w stanie życ, od rana do wieczora a nawet nocami byłem udręczony, nie mogłem nawet siedziec tylko pozycja leżąca i cierpienie ...
tak właśnie wygladało moje zycie...Odrzucony przez Boga i ludzi...zapomniane cos co nigdy nie powinno istniec... tak o sobie myślałem....brak nadzieji...
Błagałem Boga żeby mnie zabił, zeby zesłał nie uleczalną chorobe, chciałem nawet żeby zabił moją dusze aby pamiec o kimś takim jak ja
zaginęła na zawsze...chciałem tylo zaznac spokoju, kosztem wszystkiego, kosztem juz nawet zbawienia gdyz cierpienie było tak ogrommne.... tylko spokój tylko tego pragnąłem
zaznac wewnętrznego spokoju...ale On nie zważał na mój lament...
Sporadycznie Bóg zsyłał mi okresy wytchnienia w innym razie nie przetrzymałbym tego, jestem pewien
że człowiek nie jest w stanie wytrzymac takiego dręczenia bez przerwy, chocby króciutkiego wytchnienia. Starałem sie wykorzystac zawsze te okresy, modliłem sie wtedy nawet 7 godzin codziennie
modliłem sie juz tylko o śmierc, po takiej modlitwie nie można było rozprostowac kolan a wyczerpanie psychiczne było straszliwe. czułem sie jakbym pracował przez cały dzień fizycznie.
Czas łaski zawsze kiedyś sie kończył, żadnej odpowiedzi od Boga...
Piszczałem z bólu, błagałem ze wszystkich sił: zabij mnie!! hektolitry łez ale Pan nasz z jeszcze większa pasja mnie atakował.

I tak jest aż do dziś, moje pisanie na forum zbiegło sie akurat z czasem łaski, wytchnienia które Bóg mi okresowo zsyła.
To co napisałem wyzej jest zaledwie cząsteczką tego co działo i dzieje sie w moim życiu.
A nawet jeśli chciałbym opisac wszystko to i tak nie dam rady, te słowa tak naprawde są puste nie maja emocji,
nikt z czytajacych nie poczuje tego co czuje ja.
Moi drodzy cierpiec można naprawde straszliwie, kto ma spokój duszy niechaj Bogu dziekuje. Jednak za cierpienie ja także dziękuje Bogu, on w ten sposób uratował mi życie,
jednak póki co żyje w ciele a cierpienie jest nie znosne.
Oczywiście ktos mógłby powiedziec : a skad wiesz ze to wszystko od Boga pochodzi?

Po owocach poznaje, to czym Bóg mnie doswiadczył zmieniło mnie .... właśnie to cierpienie, nic innego...
Ja sam nie wierze ,ze tak bardzo sie zmieniłem... On oderwał mnie juz prawie całkowicie od tego świata,
świadomie napisałem prawie, bo jest jeszcze cos o czym równiez napisze na tym forum.
Ale wracając przez te 5 lat Nasz Bóg dokonał we mnie olbrzymich zmian, naprawde to jest niewiargodne i o tych owocach zrodzonych w bólu równiez zamierzam tu napisac.
Ale najlepsze jest to ,ze to On sam sie o mnie upomniał.
Ja nigdy Go o to nie prosiłem.Ale teraz jestem dumny z tego ,ze jemu na mnie zależy.
Wiecie co i za każdym razem gdy znajduje sie w tym okresie wytchnienia, mam nadzieje ze Bóg juz nie ześle mi tych wszystkich udręk
,ze ten ostatni raz był ostatnim razem.
Mam pewne podstawy do takiej nadzieji tym razem w zwiazku z pewną sytuacją która od 2 miesiecy dzieje sie w moim życiu a o której równiez chciałbym tu napisac,
tak w ogóle to mam tyle rzeczy do napisania że aż sam niewiem od czego zaczynac. ale wkrótce napisze o tym jak choroba , samotnosc i cierpienie z impetem rzuciły mnie na droge ciernistą , lecz prowadzącą do Boga.
Czyli prosciej mówiac o owocach cierpienia.

Ciag dalszy nastąpi...
Dobranoc.


Góra
 Zobacz profil  
Odpowiedz z cytatem  
PostNapisane: Pn gru 16, 2013 12:22 pm 
Offline
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Wt gru 09, 2008 7:19 pm
Posty: 142
Witaj Odrzucony, choć może podasz swoje imię, bo tak jakoś dziwnie zwracać się do Ciebie w tej formie.

Mam duże pragnienie, żeby napisać Ci kilka myśli, które mi się nasunęły, kiedy czytałem Twoją historię.

Wszystko co napisałeś jest przesiąknięte niezwykle wielkim cierpieniem, bardzo Ci współczuję i dlatego pozwól, że z troski o Ciebie będę starał się pisać konkretnie i zwięźle:

pierwsza rzecz, o którą chciałbym zapytać, to twoja choroba, tzn. to zapalenie skóry - czy nadal na nią cierpisz ? A jeśli tak, to czy korzystałeś z pomocy lekarza (pewnie tak, ale o tym chyba nie pisałeś)? czy są na to jakieś skuteczne leki? czy są drogie? wybacz, że o to pytam, ale nie mam o tym wystarczającej wiedzy na ten temat.

pytanie drugie: piszesz, że od pięciu lat żyjesz, czy jak to stwierdziłeś "imitujesz życie" czy mógłbyś to jakoś rozwinąć? jak to dokładnie było z Twoim nawróceniem? Wiesz, apostoł Paweł pisze, że nasze życie (po nawróceniu) powinno wydawać owoce w formie uczynków i stylu życia godnego naszego nawrócenia. Co mam na myśli? Po pięciu latach "twojego życia" nadal identyfikujesz się jako "odrzucony", a z twoich wypowiedzi wynika, że nie masz umocowania w żadnej grupie wierzących. Nie potraktuj tego co piszę, źle (bo piszę w dobrej wierze z troski o Ciebie), ale to o czym pisałeś do tej pory nie przekonuje mnie o Twoim nawróceniu, ale o głębokiej potrzebie Boga i wielkim głodzie, nadal niestety niezaspokojonym. Oczywiście nie znam Cię i całkiem możliwe, że się mylę, jeśli jednak nie, to proszę Cię (to jest najważniejsze i priorytetowe) rozpocznij prawdziwe życie (nie imitowane) wynikające z pojednania z Bogiem przez wiarę w Mesjasza, doświadcz przebaczenia i usprawiedliwienia i pokoju wynikającego z żywej wiary.

sprawa trzecia:
wiem, że bardzo cierpisz. Być może tak bardzo, że sam nie jestem w stanie tego zrozumieć, ponieważ jestem żonaty, kocham i doświadczam od kilku lat miłości odwzajemnionej. Natomiast znam wiele mężczyzn mniej więcej w Twoim wieku, którzy też nie znaleźli tej jednej jedynej, bardzo im z tym źle, ale nie jest to dla nich powód, aby ich życie leżało w gruzach. Wierz mi, takie drastyczne poszukiwanie "księżniczki" nie jest najlepszym rozwiązaniem, bo im bardziej jesteś zdeterminowany w poszukiwaniach, tym bardziej możesz być mało obiektywny. Lepsze rozwiązanie (w moim odczuciu) jest takie: jeśli możesz znajdź innych wierzących, z którymi możesz nie tylko się spotykać, ale i w miarę możliwości zaprzyjaźnić. Wzrastajcie razem, poznawajcie się, daj sobie czas na poznawanie wierzących kobiet, które nie tylko są atrakcyjne swoim ciałem, ale także (a może przede wszystkim) są atrakcyjne dzięki swojej relacji z Panem, które są mądre i naprawdę żyją z Bogiem. Słuchaj ...nie ty jeden na świecie cierpisz na samotność i są też jeszcze samotne kobiety, które są wierzące i też szukają, lub może czekają, aż ktoś je odnajdzie, zauważy, aż ktoś się w nich zakocha.
Dobrze, że trafiłeś na to forum. Jest tu wiele osób, które mogą Ci pomóc. Być może tutaj znajdziesz również miłość swojego życia...któż to wie.

Pozdrawiam Cię serdecznie, zachęcam do szczerego pisania, współczuję Ci, że tak cierpisz. Bądź dzielny, warto.


Góra
 Zobacz profil  
Odpowiedz z cytatem  
PostNapisane: Pn gru 16, 2013 2:27 pm 
Offline

Dołączył(a): Cz wrz 15, 2011 11:23 pm
Posty: 432
Witaj Odrzucony,

Trudny post napisałeś,
Nie będę udawał, że wiem co czujesz gdyż Bóg każdego doświadcza inaczej. W moim życiu pojawiła się kobieta którą pokochałem lecz gdy poznałem Boga żywego, musiałem od niej odejść. Jego Słowo było dla mnie drogowskazem, ostre jak miecz obosieczny.(z początku z tym walczyłem lecz musiałem się poddać). Decyzja o rozstaniu bolała i boli do dzisiaj. Wiem tylko tyle ile Bóg pozwala mi zrozumieć nie zawsze mam pełny obraz. Wiem, że On jest mądrzejszy ode mnie i wszystko co robi jest dobre chodź nie raz boli i przekracza moje zrozumienie. Kiedyś słuchałem kazania Davida Wilkersona pod tytułem „A Call to Anguish ”. Ktoś przetłumaczył kawałek tego kazania i nazwał go „Gdzie się podziało cierpienie”. http://www.youtube.com/watch?v=fli-h5C93ME
Nie znam cię Odrzucony, nie wiem jaka jest twoja relacja z Panem,
będę się modlił o ciebie.
Jest różnica pomiędzy tym gdy Bóg nam coś zabiera a tym gdy my Mu chcemy oddać swoje życie z własnej woli. Był moment w moim życiu gdy oddałem Mu swoje serce i w bardzo krótkim czasie Bóg zaczął mnie oczyszczać i zabierać coraz to więcej z mojego starego życia.
Życzę ci odpocznienia które jest tylko w Panu Jezusie.

Pozdrawiam w Panu Jezusie.


Góra
 Zobacz profil  
Odpowiedz z cytatem  
PostNapisane: Pn gru 16, 2013 5:06 pm 
Offline
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Pt wrz 09, 2005 7:51 am
Posty: 527
Odrzucony,
Uważam, że masz powyżej bardzo dobre wypowiedzi. Myślę, że mogłabym ci parę rzeczy powiedzieć podobnych, w wersji dłuższej lub krótszej i po zastanowieniu wybrałam krótszą- będzie może czytelniejsza, choć pewnie siłą rzeczy mniej delikatna.

Jeśli chodzi o fragment Biblii (nie jedyny zresztą), który nasunął mi się od razu po przeczytaniu pierwszej części twojej wypowiedzi to chcę ci pokazać 53 rozdział Księgi Izajasza (czy masz Biblię w domu? Jeśli nie, spójrz tutaj:
http://biblia-online.pl/biblia,biblia,w ... 3,1,t.html )

Ten fragment moim zdaniem jest po prostu przeszywający, tak mocny, że być może nie wymaga wcale żadnej pomocniczej interpretacji, natomiast na wszelki wypadek powiem ci dwa słowa o tym, dlaczego ja chciałam ci go dedykować:

Jezus Chrystus to nie jest ktoś, kto dogląda nas z wyżyn swojej chwały i nie zna tego wszystkiego, co opisujesz jako swoje cierpienie. Nie miał On także pięknego wyglądu według ciała, co jest może tutaj w jakiś sposób istotne. Chrystus wie, jak to jest być zmiażdżonym cierpieniem, dlatego On ciebie rozumie, podczas gdy my być może nie do końca..
Ten fragment mówi także o tym, że On wziął na siebie nasze cierpienia- Twoje także.

Druga rzecz, którą chciałabym ci powiedzieć jest taka, że nie trzeba do Niego przychodzić "wiele razy" według twoich słów, lecz wystarczy raz, z całą swoją nędzą. Po tym razie człowiek nie widzi się już jako ktoś odrzucony, lecz jako przyjęty za syna przez samego Boga. To nie tylko nazwa, to rzeczywistość i ona wpływa na całe nasze życie. Dlatego zgadzam się z Off-czykiem i tym, co napisał na temat twojego nowego narodzenia. Myślę podobnie.

Trzecia jest taka, że uważam, z całym szacunkiem dla ciebie jako osoby, że nie ma czegoś takiego jak pijane ciało, ale trzeźwa myśl. Nie byłeś trzeźwą osobą, kiedy rozmawiałeś z Arturem Cerońskim, co mogło mieć jakieś przełożenie na sposób, w jaki z tobą rozmawiał. Nie bronię w tym miejscu jego osoby, ale zwracam twoją uwagę na ten fakt.

Czwarta, że uważam, że to nie Bóg w jakikolwiek sposób dręczy psychicznie swoje dzieci. Część druga twojej wypowiedzi wymagałaby może zadania paru pytań.

Ostatnia myśl dotyczy twojej przyszłej żony. Skoro Bóg powiedział, że nie jest dobrze, aby mężczyzna był sam, to znaczy, że tak jest, a skoro twoje pragnienia są zbieżne z Jego zamysłem dla większości ludzi, to bądź dobrej myśli. Natomiast to nie działa tak, że jakaś osoba jest powołana do tego, żeby zaspokoić wszystkie twoje potrzeby i uciszyć twoje cierpienie i lęki. Raczej tak nie będzie. A jeśli będziesz miał tak sprecyzowane oczekiwania, to się będziesz ciągle rozczarowywał albo gonił za wiatrem. To nie żona jest rozwiązaniem twoich problemów.

Mam nadzieję, że się nie gniewasz. Twoje posty są bardzo poruszające i jak widzisz wiele osób chce ci pomóc, ja też.
PS. Wersja krótsza okazała się całkiem spora. Chyba obrałam lepszą cząstkę nie wybierając dłuższej :)

_________________
Wy do wolności powołani jesteście.
(Gal 5,13)


Góra
 Zobacz profil  
Odpowiedz z cytatem  
PostNapisane: Pn gru 16, 2013 10:06 pm 
Offline

Dołączył(a): Wt gru 10, 2013 9:42 pm
Posty: 19
Witam wszystkich,
Dziś chciałem napisac o owocach mojego cierpienia, jednak pomyślałem ,ze najpierw postaram sie odpowiedziec
na wasze posty, oczywiście bardzo, bardzo dziękuje za odzew. Zaległy post również napisze wkrótce a takze wiele innych
ponieważ chciałbym napisac jeszcze o kilku ważnych sprawach i jednej wydaje mi sie bardzo ważnej, byc moze przełomowej,
dlaczego przełomowej? ponieważ w moim zyciu obecnie dzieje sie coś co nie było możliwe przez 7 i pół roku,
no ale niestety musicie jeszcze chwilke poczekac gdyz nie jestem w stanie wszystkiego na raz wypisac.

A więc Off_czyku po kolei:
Jesli chodzi o moja chorobę to cierpie na nia nadal a w listopadzie mineło 5 lat. Zapalenie skóry nie ustało przez ten czas nawet na jeden dzień. Przez pierwsze 2 lata
było najgorzej. Niewiem czy wiesz jak ta choroba sie objawia, jest to taki rumień zapalny w kształcie skrzydeł motyla i obejmuje cały nos oraz mniej wiecej 3 cm od nosa.
Takze całe brwi były zajęte co powodowało ich wypadanie.Byc moze obszar chorej skóry był niewielki za to kluczowe było jego położenie.
Co ciekawe jest bardzo wyraźna granica, kontrast miedzy skórą chorą a zdrową. Skóra chora jest bardzo czerwona a tuz za granicą chorej normalna biała skóra.
Wracajac, dwa pierwsze lata były najgorsze ponieważ nie dosc ze skóra była czerwona to strasznie piekła, szczypała, swędziała to było bardzo nieznośne,
nie mogłem sie drapac bo to zaogniało objawy. Po około dwóch latach objawy pieczenia,swędzenia, szczypania zaczęły wygasac i po pewnym czasie zanikły całkowicie.
Dziś skóra jest tylko czerwona chociaż już nie tak bardzo jak na początku.
Oczywiscie byłem u lekarzy najpierw dermatolog potem zwykły lekarz internista, potem następny, odwiedziłem tez endykronologa majac podejrzenia ze to wina rozregulowanych hormonów,
Oczywiscie zadne leczenie nie przyniosło absolutnie zadnyh efektów.Stosowałem całe mnóstwo maści, kremów takze wewnętrznie jakieś zioła i inne leki zapisane przez lekarzy , no naprawde co mi tylko przyszło do głowy
lub wyczytałem w internecie starałem sie zastosowac. Przez lekarzy choroba ta uważana jest za nie uleczalną chociaż w ogóle nie zagrażającą życiu.
Jednak w internecie znalazłem kilka przypadków, (dosłownie na palcach jednej reki można policzyc) osób którym udało sie pokonac łżs, czyli łojotokowe zapalenie skóry.
Oczywiscie próbowałem metod tych osób ze skutkiem wiadomym.Ceny leków były różne, niektóre maści kosztowały nawet ponad 100 zł jednak z reguły około 50 zł za krem czy maśc.

Jeśli chodzi o moje nawrócenie to zdecydowanie zapoczatkowane zostało przez chorobe. Właśnie ta choroba z którą w żaden sposób nie mogłem sobie poradzic skierowała mnie
do tego który moze wszystko.Oczywiście tak jak napisałem na początku modliłem sie do Maryji, świetych czy aniołów, dopiero z czasem Bóg przekazał mi bardzo delikatnie
aczkolwiek stanowczo że Maryje należy szanowac za to ,ze poddała sie woli Bozej i zrodziła nam Zbawiciela, natomiast jedyną drogą do Boga Najwyższego jest Jezus
i nikt poza nim, czyli ten który nabył do nas prawo poprzez wykupienie nas z niewoli grzechu swoja śmiercią. Niewiem ja to przyjałem jako prawde absolutną,
tak po prostu a wtedy jeszcze nie czytałem Biblii. O owocach nawrócenia chciałem pisac w osobnym poscie jednak dla Ciebie Off_czyku napomne juz w tym poscie ze ja
zostałem kompletnie przemieniony na przestrzeni tych 5 lat, to cierpienie wykręciło mnie o 180 stopni, ta wydawałoby sie przeklęta choroba stała sie darem,
Dzis nie moge przechodzic obojętnie obok tych którzy cierpią, tych którzy potrzebują...kurcze niewiem, nie wypada sie chwalic ,na pewno sam doskonale wiesz
w końcu mamy robic tak zeby prawa ręka niewiedziała co daje lewa( a moze na odwrót) więc pomine ten aspekt.
Wiesz Off_czyku, poświece osobny post na owoce cierpienia wtedy bedzie jaśniej i w ten sposób unikne powtarzania sie ok ?

Off_czyku widzisz ja rozumiem ,ze Ty znasz osoby w moim wieku samotne i to , ze jest im źle natomiast to jest kwestia tego ,ze każdy ma inną wytrzymałosc na różne
sprawy... odpowiem króciutko... gdybym tylko mógł przekazac Ci to co czuje abyś mógl odczuc na własnej skórze...
Off_czyku czy nie pisałem ze po stokroc bardziej wolałbym umrzec ? Wiesz czasem zdarzaja mi sie dni kiedy czuje sie bardzo samotny ale...
jest to znośne, cierpie jest mi smutno ale wytrzymuje i ja myśle ,ze Ty o takiej samotnosci pisałeś, znośnej, bolesnej ale znośnej,
natomiast nachodza mnie takie dni a czasem tygodnie i tych jest znacznie wiecej ,że to wszystko potęguje sie strasznie i tak przygniata ,ze z powodu samotnosci całkowicie zatracam sens życia
ZIEMSKIEGO,wtedy wołam do Boga aby odebrał mi życie w rozpaczy wołam...
Jeśli chodzi o szukanie mojej ksieżniczki to juz jej nie szukam...Wierze ,ze Bóg nas spotka,tylko On to moze zrobic, ja nie znajde jej nigdy ponieważ to nie bedzie mój wybór,Ona nie bedzie moim wyborem,
To Bóg ją wybierze a raczej już dawno temu wybrał , zrobił to wtedy kiedy nas jeszcze nie było,
ale On juz wiedział o wszystkim, Ona jest przeznaczona dla mnie i nikt mi jej nigdy nie odbierze i wzajemnie ja jestem jej przeznaczony,
Bóg nas stworzył dla siebie ale na razie rozłączył aby nauczyc Bożych spraw....im cieższa bitwa tym zwyciestwo lepiej smakuje...
Ah ja niewiem co jej zrobie jak już Pan nas spotka...
No nic jej nie zrobie, wysciskam ze wszystkich sił i będe kochac ze wszystkich sił... właściwie to ja juz ją kocham a to mi daje pewnośc ,ze ona jest
i gdzieś tam sobie drepcze samotnie przez życie.

Off_czyku jesli chodzi o przynależnosc do jakiejs grupy wierzących to właśnie w tym celu spotkałem sie z Arturem, jednak jego zachowanie mnie odepchnęło
chociaż w internecie wydaje sie byc miłym człowiekiem.
Poza tym nie podobaja mi sie tzw upadki czy spoczynki w Duchu świętym praktykowane przez niego w Biblii nie ma słowa o takim działaniu Ducha świetego wiec
na wszelki wypadek wole poszukac innej grupy( oczywiscie nie zaprzeczam tez ,ze Duch Świety może w taki sposób działac), nie jestem pewien czy to nie jest aby powiazane z jakimś rodzajem hipnozy,
poza tym w Bibli jeśli ludzie upadaja przed Bogiem to na twarz nigdy na plecy( pamiętam z Biblii , ze jedna negatywna postac osunęła sie na plecy po wpływem mocy Boga)... wole unikac wszystkiego co ma pozór zła.
Jednak wracajac do tematu chyba bardzo chciałbym przynależec do jakiejś grupy tylko sam za bardzo niewiem gdzie sie udac.
Off_czyku mam nadzieje ze udało mi sie chociaż w małej części odpowiedziec na Twoje pytania.
Aha i absolutnie nie odebrałem Twojego posta źle, wręcz przeciwnie naprawde wyczuwam troske dla mnie za co dziękuje Ci .



Pax vobiscum, witaj przyjacielu.
Obejrzałem filmik który poleciłeś chociaż staram sie całkowicie wyrzucic internet i komputer ze swojego zycia z powodu zamętu jakie potrafia siac w naszym życiu i przede wszystkim odwodzic od Boga,właściwie w duzej mierze juz mi sie
to udało, są 2 moze 3 strony które odwiedzam w tym własnie ulica prosta.
jednak mam nadzieje ,że na to forum będe zgladac przez długi czas ponieważ powiem krótko... wydaje mi sie ono po prosu dobre, mało tego przeczytałem tu mnóstwo wątków i wierzcie mi ,ze wiele rzeczy wziałem dla siebieo o czym tez wkrótce napisze,
chyba bede musiał zrobic liste o czym pisac bo wkrótce zapomne.
A wiec Pax vobiscum, filmik traktuje o cierpieniu jako czymś absolutnie koniecznym w chrześcijańskim życiu, oczywiście ja sie z tym zgadzam z tego powodu , ze sam Bóg tak powiedział:

"Ale w tej mierze, jak jesteście uczestnikami cierpień Chrystusowych, radujcie się, abyście i podczas objawienia chwały jego radowali się i weselili" 1 Piotr. 4:13
"Ponieważ więc Chrystus cierpiał w ciele, uzbrójcie się też i wy tą myślą, gdyż kto cieleśnie cierpiał, zaniechał grzechu" 1 Piotr. 4:1
"Wszystkich, których miłuję, karcę i smagam; bądź tedy gorliwy i upamiętaj się" Obj. 3:19

Dziękuje za Twój post jednak jeszcze bardziej za modlitwe, ma to dla mnie ogromne znaczenie ponieważ wierze w jej ogromna moc, tym bardziej , ze to modlitwa przyjacielska i bezinteresowna.



Szelko, przede wszystkim wybacz że Tobie jako damie odpisuje ostatniej , poprostu robiłem to według kolejnosci dodanych postów.

Tak zgadzam sie , fragment który mi zadedykowałaś nie potrzebuje zadnych interpretacji i oczywiscie jest on dla mnie w pełni zrozumiały,
przyjmuje oczywiscie tę prawde , ponieważ to jest słowo Boga który nigdy sie nie myli.
Jeśli chodzi o "przychodzenie wiele razy' to kurcze no wiedziałem , ze ktoś to wychwyci.
Już po wklejeniu posta zdałem sobie sprawe , ze nie jasno to wszystko określiłem.
Chodziło mi tam nie o przychodzenie do Jezusa wiele razy a o oddawanie mu sie wiele razy , oczywiscie to nie zmienia postaci rzeczy bo zarzut w dalszym ciagu bedzie tan sam,
ale już spiesze droga Szelko z wyjasnieniem. Mi chodziło bardziej o symboliczne oddawanie sie oczywiscie nie licząc tego pierwszego razu.
To coś jak Kocham Cie mówione do ukochanej osoby, ja niewiem jak to jest ale Ty na pewno ludziom których kochasz często mówisz "kocham"
wiec ja podczas modliwy często powtarzam: " oddaje Ci sie Jezu"
Oczywiscie zgadzam sie z Toba , ze wystarczy tylko raz, jednak czasem to powtarzam ot tak , jako forma modlitwy ale przeżywajac to jak za pierwszym razem.
Troszke mi przykro że nie wierzysz tak do końca w moje nawrócenie, moze wkrótce gdy napisze wiecej uwierzysz mi czego bardzo bym chciał.
Moze rzeczywiscie to moja wina bo nie napisałem jeszcze wszystkiego co chciałem a z tego co napisałem byc moze niezbyt wiele jeszcze wynika.
Wiesz Szelko ja myśle , ze rzeczywiscie ta osoba, to znaczy moja przyszła żona nie została powołana do tego aby zaspokoic moje pragnienia ja myśle , ze ona została wręcz do tego stworzona aby w odpowiednim
czasie zgasic mój ból,
wierze też , ze ja jestem przygotowywany w ogniu aby złożyc jej prawdziwe i szczere świadectwo miłosci...Czy wiesz jak bardzo Bóg zmienił moje podejscie do kobiet ?
Koniecznosc zachowywania czystosci, wiernosci, ślepoty na inne kobiety ,nieustannej modlitwy aby Bóg rozpalał ogień miłosci między nami aby ten nigdy nie zgasł przynosząc chwałe Bogu, ?
Ja przeszedłem ogromną metamorfoze pod tym wzgledem ale o tym dokładniej również postaram sie wkrótce napisac.Bóg wytrenował mnie w tej materii już naprawde solidnie w wielu innych materiach również,
czy wystarczajaco? to wkrótce sie okaże.

oczywiscie Szelko , ze sie nie gniewam, mam tez nadzieje , ze ja Cie w zaden sposób nie uraziłem swoja odpowiedzia a jesli tak to prosze napisz a za każde słowo przeprosze publicznie,
a ciepłe przyjęcie przez was jest naprawde bardzo ale to bardzo miłe.



Wkrótce postaram sie nadrobic zaległe posty, jednak teraz stram sie też troche pracowac korzystajac z tego , ze lepiej sie czuje a moja praca...
to absolutnie dar od Boga na ten trudny czas, o tym też bedzie tylko prosze o odrobine cierpliwosci.

Dziękuje i
Dobranoc wszystkim.


Góra
 Zobacz profil  
Odpowiedz z cytatem  
PostNapisane: Pn gru 16, 2013 11:58 pm 
Offline

Dołączył(a): Pt maja 06, 2005 12:18 am
Posty: 1266
Witaj .Dobrze ,że do nas trafiłeś.

_________________
Arkę Noego budowali amatorzy a Titanica profesjonaliści.


Góra
 Zobacz profil  
Odpowiedz z cytatem  
PostNapisane: Wt gru 17, 2013 5:07 pm 
Offline
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Pt wrz 09, 2005 7:51 am
Posty: 527
Odrzucony, nie mam żadnego powodu do gniewania się na ciebie. Nie postrzegaj jednak mojej wypowiedzi jako oceny, w której za nowe narodzenie przyznaje się punkt, a za jego brak punkt odejmuje. Przecież ci tego życzę, jeśli nie było jeszcze faktem lub będę się cieszyć, jeśli było.
Lepsze jest leczenie przyczyn, niż objawów, nie uważasz? A przecież czujesz się chory jako cały człowiek, na ciele i duszy, i duchu - tak rozumiem wszystko, co do tej pory napisałeś.

Ale dobrze, po prostu mów dalej.

_________________
Wy do wolności powołani jesteście.
(Gal 5,13)


Góra
 Zobacz profil  
Odpowiedz z cytatem  
PostNapisane: Śr gru 18, 2013 11:26 am 
Offline

Dołączył(a): Śr lip 16, 2008 2:02 pm
Posty: 1905
Hej , Odrzucony( faktycznie, dziwnie się tak do kogoś zwracać, wcale nie chcę, abyś był przez kogokolwiek odrzucany)- z Twojego opisu wyłoniła mi się osoba cierpiąca na depresję, nie widząca w swoim życiu jasnych stron. Rozumiem to. Takie miejsce, gdzie wyjesz, cierpisz, a niewielu rozumie Twoje cierpienie. I nie będę oceniać Twoich uczuć ani Twojego stanu, po prostu Ci współczuję. Nie będę udawać, że znam receptę na Twoje cierpienie- nie wiem. Wiem, że Bóg wie i mogę tylko się o Ciebie modlić.
Ale chciałam Cię o coś zapytać: czy masz kontakt z jakąś społecznością ludzi wierzących?
I- kiedy i w jakich okolicznościach narodziłeś się na nowo w Chrystusie? (bo widzę, że wierzysz w Boga, ale może przeoczyłam gdzieś Twoje świadectwo na ten temat...wybacz).


Góra
 Zobacz profil  
Odpowiedz z cytatem  
PostNapisane: Śr gru 18, 2013 9:16 pm 
Offline

Dołączył(a): Wt gru 10, 2013 9:42 pm
Posty: 19
Witam wszystkich,

witam Kristino po raz pierwszy.


Szelko ja wcale nie odebrałem Twojej wypowiedzi jako oceny, mi chodziło o to , ze nie jestes do ,końca przekonana
czy jestem na tej właściwej i jedynej drodze.

Cytuj:
A przecież czujesz się chory jako cały człowiek, na ciele i duszy, i duchu - tak rozumiem wszystko, co do tej pory napisałeś.

ciało moje jest rzeczywiscie chore i to zrozumiałas dobrze natomiast dusza udreczona i naznaczona cierpieniem.
Piszac to wszystko chciałem aby czytajaca osoba wyciagnęła takie właśnie wnioski.
Pozdrawiam Cie bardzo serdecznie Szelko i mam nadzieje , ze czasem sie odezwiesz.


Hej Owieczko.
Wiesz przyznam Ci się , ze był taki czas kiedy sam myślałem, ze to depresja jednak było to dosyc dawno temu, poniewaz teraz
juz tak nie myśle ale o tym za chwilke.
Wracajac do Twojego pierwszego wrazenie , ze to moze byc depresja to powiem Ci Owieczko , ze jakis czas temu byłem u dwóch
psycholożek i one stwierdziły dokładnie to samo co Ty oraz kazały sie leczyc psychiatrycznie, ponieważ sama
psychoterapia nie da żadnych efektów. Nie długo po wizycie u psycholozek byłem u endykronolozki i
po tych wszystkich wizytach stwierdziłem , ze to koniec, nie bede tego leczyc.
Coraz bardziej dochodze do wniosku i pytania: a co ja mam leczyc??
Miłosc Boga? bo dla mnie jest to oczywiste, ze i choroba i cierpienia psychiczne zesłał mi Bóg abym sie opamiętał,
wiem , ze gdybym sie po takich obciażeniach nie opamiętał to On dołozył by jeszcze wiecej cieżaru abym został zmiażdżony.
Mam wrazenie , ze Bóg pała do mnie szaleńczą wrecz miłoscią jakkolwiek dziwnie to zabrzmiało i nigdy nie mógłby dopuscic do
wiecznego potepienia mojego.
Wiesz Owieczko, były takie momenty , ze to cierpienie stawało sie absolutnie nie znośne az mi zeby dygotały,
klapki na oczach, zupełna ciemnosc, zero nadzieji, poczucie jakby sam Bóg mnie znienawidził,
a przy tym wszystkim kompletny paraliz w sytuacji gdybym chciał popełnic samobójstwo i uwolnic sie od tego,
paraliżujacy strach, za nic w świecie w tamtym stanie nie popełnił bym samobójstwa.
I tak z jednaj strony udreka a zdrugiej strony brak jakiegokolwiek wyjścia.
I wiesz Owieczko ja wtedy zdobyłem sie na pewne słowa do Boga a mianowicie , zeby zabrał mi życie,że już nie chce aby mnie uczył,
że rezygnuje,
że nawet kosztem zbawienia, że odrzucam zbawienie , tylko spokój, pragne zaznac wreszcie spokoju
i widzisz ja nie mówiłem tego świadomie , ze nie chce juz byc zbawionym ja mówiłem to... po prostu cieżar był za duży...
Ale Bóg absolutnie nic sobie nie robił z moich
słów, On kontynowł swój plan.
I chwała Jemu za to ponieważ dziś jestem tu gdzie jestem i wiem to co wiem.
Owieczko powiem Ci jeszcze coś bardzo ciekawego, wiesz jak kończył sie ten etap dreczenia to zawsze jak następował po nim
stan łaski czyli wytchnienia to wtedy czułem ogromna miłosc Boga, powrót nadzieji, po 2-3 dniach ja niemal zupełnie wracałem
do pełni sił i nawet zapominałem gdzie byłem nie tak dawno. To jest i zawsze było dla mnie niesamowite.
I własnie teraz tak jest od kilku dni, bo jak zaznaczyłem wcześniej pisze sobie na tym forum w stanie wytchnienia,
od kilku dni czuje wielka radosc, moja wiara w Boga to niemal pewnośc , ze On jest, czuje Jego miłosc i obecnosc w stopniu
znacznie wyższym niż normalnie, to jest bardzo dziwne ale chyba jeszcze nigdy czegos takiego nie odczuwałem,
napływ mysli ze to juz końcówka próby, jakieś straszne przekonanie a nawet pewnosc , ze ten wszystek cierpienia które mnie spotkało pochodziło od Boga
aby mnie ratowac , zawrócic ze złej drogi.
Naprawde jest to niesamowite uczucie. Pisze tak jak czuje.Oczywiscie moge sie mylic i sam sobie sugerowac takie rzeczy dlatego zaznaczam , ze opisuje wyłacznie swoje odczucia.
Tak jak podczas cierpienia czułem nicosc tak teraz to co opisałem powyżej.

Owieczko, nigdy nie byłem w żadnej wierzacej społecznosci,oczywiscie nie liczac kościoła rzymsko-katolickiego ale tego nie mozemy
liczyc z wiadomych względów prawda? Dopiero Ostatnio , w tym roku a własciwie jakis miesiac temu pojawiła mi sie myśl
aby przyłaczyc sie do takiej grupy, dlatego próbowałem sie kontaktowac z Arturem Cerońskim, niestety troche sie zawiodłem na jego postawie i mój zapał nieco ostygł.
A wtej chwili to nawet za bardzo niewiem dokąd isc.

Jeśli chodzi o nowe narodzenie to przyznam szczerze , ze.. ja niewiem dokładnie kiedy to sie stało, to znaczy chyba nie miałem tak , ze z dnia na dzień to wszystko sie stało.
Jednak pamietam , ze chyba kluczowym momentem było przeczytanie pewnego wersetu w biblii a mianowicie :

Jeden jest Bóg, jeden też pośrednik między Bogiem a ludźmi, człowiek, Chrystus Jezus. (1Tm 2,5)

Ja przyjałem to jako prawde i od tamtej pory umacniało sie to we mnie coraz bardziej.
Tylko Jezus jest moim zbawicielem ponieważ tylko On zmywa moje grzechy które sa obrzydliwe w oczach Boga Świetego.

Dziekuje Ci Owieczko za Twój post, chyba troche sie rozpisałem i niewiem czy wystarczy mi dzis czasu na napisanie kolejnego postu
o owocach cierpienia który miałem wkleic conajmniej dwa dni temu.
Postaram sie to zrobic, jeśli sie nie uda to zapewne jutro już wreszcie powinienem dac rade,
Chciałbym jeszcze tylko dodac , ze mój pierwszy post pisany był w momencie kiedy okes cierpienia sie kończył, dlatego mogło tam sie znajdowac nieco wiecej goryczy
niz w postach nastepnych...

Dobranoc.


Góra
 Zobacz profil  
Odpowiedz z cytatem  
PostNapisane: Śr gru 18, 2013 10:04 pm 
Offline

Dołączył(a): Śr lip 16, 2008 2:02 pm
Posty: 1905
Przyznam szczerze, że trudno mi to trochę zrozumieć.
Powiem tak- kiedy ja się narodziłam na nowo, to miałam taką radość, tak odczuwałam miłość Boga, że prawie fruwałam pod niebo i każdemu głosiłam ewangelię. Wiesz, taki "miesiąc miodowy" z Panem- tyle, że trwał dłużej, parę miesięcy.
Potem "ochłonęłam", a w życiu chrześcijańskim już zdarzały mi się ciężkie dni wypełnione takim duszewnym cierpieniem. Jednak za każdym razem Bóg pokazywał mi, że głównym źródłem moich udręk jest zbytnie zapatrzenie w siebie( nie to, że byłam egoistką, po prostu zbyt mocno koncentrowałam się na swoich uczuciach, emocjach, za dużo o sobie myślałam). I w zasadzie to ja musiałam z tego pokutowac, zeby wrocił pokój. Nigdy nie było tak, żeby takie psychiczne cierpienie pochodziło od Boga- przecież jest napisane "pokój mój zostawiam wam, nie taki jak świat, taki jak Ja daję".
Zdarzało się tak, że po prostu grzechy były źródłem niepokoju- ale wtedy Duch Święty pokazywał problem, i kiedy zostawiałam to, to problemy znikały.
Ty natomiast piszesz tak, że cierpisz, i że specjalnie Bóg dał Ci te cierpienia...i tu trochę nie rozumiem.
Możesz jakoś wyjaśnić, czemu te cierpienia slużą? Do czego prowadzą? Od czego mają Cię uwolnić- od grzechu, czy od czego innego? Nie wiem. Być może ja takiego czegoś nie doświadczyłam, ale tak szukam myslami w Biblii, gdzie ludzie byli dotykani takim duszewnym cierpieniem i jakoś nie mogę znaleźć...No chyba, że czegoś nie wiem.
Kiedy Job cierpiał, to dlatego, że Bóg zesłał na niego chorobę i ciężkie doświadczenia, no ale przecież to się skończyło. Próba wiary nie trwa wiecznie. Chociaż nie wiem, ile czasu Job tak cierpiał, przyznam.
Kieyd prorok Jonasz nad sobą płakał, to się po prostu nad sobą użalał i narzekał na swój ciężki los- więc to co innego było.
Paweł pisał o "posłańcu szatana"- to była chyba jakaś choroba, niektórzy sądzą, że chodziło o wzrok. No, ale mimo tego był pełen pokoju, wiary i nie przeżywał takich duszewnych męczarni....Tak głośno sobie myślę, nie obraź się.
Przecież taki stan, w jakim jesteś nie może trwać wiecznie i nie wierzę, żeby Bożym zamiarem było trzymać swoje dziecko w takim stanie! (chyba, że jest jakiś konkretny ku temu powód...).


Góra
 Zobacz profil  
Odpowiedz z cytatem  
PostNapisane: Cz gru 19, 2013 1:41 pm 
Offline
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Pt wrz 09, 2005 7:51 am
Posty: 527
Odrzucony napisał(a):

Pozdrawiam Cie bardzo serdecznie Szelko i mam nadzieje , ze czasem sie odezwiesz.


Mówisz, masz :)

Na początku przyznam, że czuję się bardzo niekompetentna w temacie depresji, a także złożoności rozmaitych zjawisk dotyczących funkcjonowania ludzkiego mózgu. O pewnych rzeczach mówię z pokorą, że nie wiem, jak to do końca jest.
Sama nie jestem też zagorzałym przeciwnikiem leków, jeżeli odrobina chemii może wyrównać jakiś fizjologiczny niedobór, ale spotkasz też opinie przeciwne wśród chrześcijan, także na tym forum.

Sądzę natomiast i chciałabym, żeby zabrzmiało to bardzo poważnie i nie umknęło ci: ustalenie faktu, czy narodziłeś się na nowo, czy nie, byłoby według mnie kluczowe w dalszym "postępowaniu" z tobą. Pod warunkiem oczywiście, że chcesz jakiegokolwiek "postępowania".

Na podstawie tego, co do tej pory napisałeś wydaje się, że uznałeś rozumowo fakt, kim jest Jezus Chrystus, ale nie napisałeś, czy zwróciłeś się do niego udręczony własnymi grzechami, z wiarą, że ma On moc, żeby je tobie odpuścić i całkowicie ciebie zmienić, czy raczej udręczony samotnością i brakiem żony, z prośbą o zaspokojenie twoich potrzeb?

Zapytam inaczej- czy gdybyś mógł dostać to, czego najbardziej pragniesz, czyli zdrowie fizyczne, żonę i odrobinę uwagi ludzkiej, to dałoby się żyć bez Boga?

Czy przeciwnie, słowa takie jak te:

http://biblia-online.pl/biblia,biblia,w ... 0,1,t.html

znajdują jakiś oddźwięk w twojej duszy? W jakikolwiek sposób, choćby w postaci pragnienia, aby tak było w twoim życiu?

_________________
Wy do wolności powołani jesteście.
(Gal 5,13)


Góra
 Zobacz profil  
Odpowiedz z cytatem  
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 51 ]  Przejdź na stronę 1, 2, 3, 4  Następna strona

Strefa czasowa: UTC + 1


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Skocz do:  
POWERED_BY
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL