www.ulicaprosta.net

Forum przy Ulicy Prostej
Teraz jest Pt mar 05, 2021 7:29 am

Strefa czasowa: UTC + 1




Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 13 ] 
Autor Wiadomość
PostNapisane: Wt paź 16, 2012 1:41 pm 
Offline
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Pt kwi 01, 2005 9:30 pm
Posty: 8526
Lokalizacja: Kraków
Offczyk ma rację - świadectw jest mało, albo po prostu nie mamy ochoty ich pisać. Ja mogę powiedzieć, że w ostatnich dniach zdarzyło się kilka rzeczy, które zresztą zdarzają się często i jakoś nie mam przekonania, żeby za każdym razem informować o tym wszystkich.

Ostatnio mieliśmy zaplanowany w naszej społeczności chrzest. Późno, bo w minioną niedzielę czyli 14 października. A ponieważ chrzcimy na łonie natury, mieliśmy do Pana 2 prośby: o pogodę i o to, żebym jak wyzdrowiał, bo tym razem ja miałem chrztu udzielać. Ale się rozchorowałem i przeziębienie jakoś nie chciało mnie opuścić przez dłuższy czas. Jaka jest temperatura wody na zewnątrz o tej porze roku, mniej więcej wiemy. :)

Pomodliliśmy się z żoną o uzdrowienie tuż przed niedzielą, Smoczyca włożyła na mnie ręce wieczorem i nazajutrz rano już czułem, że przeziębienie ze mnie "wyszło". Pogoda u nas w niedzielę po południu była piękna. Ale do chrztu nie doszło z zupełnie innych przyczyn, kompletnie niezależnych od nas. Po prostu niektóre zaproszone osoby nie mogły przyjechać, a chcieliśmy być w tym czasie razem z nimi.

I wtedy dostałem niespodziewany telefon od zaprzyjaźnionego pastora, że organizują chrzest (pod dachem) i tak się składa, że odbędzie się w terminie, który będzie pasował osobom bliskim zaproszonym przez naszego katechumena. Zapytałem, czy będziemy mogli do nich dołączyć. Jest nadzieja, że będziemy cieszyć się wspólnie z nimi chrztem w dwóch społecznościach.

P.S.
Gdybym miał pisać ile razy ja albo moja żona byliśmy uzdrawiani po modlitwie, to bardzo bym się powtarzał. Off_czyku, czy uważasz, że powinienem?


Góra
 Zobacz profil  
Odpowiedz z cytatem  
PostNapisane: Wt paź 16, 2012 7:44 pm 
Offline

Dołączył(a): Pt maja 06, 2005 12:18 am
Posty: 1266
:D I mnie Bóg leczy/Po prostu.

_________________
Arkę Noego budowali amatorzy a Titanica profesjonaliści.


Góra
 Zobacz profil  
Odpowiedz z cytatem  
PostNapisane: So paź 20, 2012 7:30 pm 
Offline
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Cz lip 08, 2010 2:20 pm
Posty: 340
Bóg jest święty
(dla cierpliwych)


Bóg jest święty i jeśli oddaliśmy Mu bez zastrzeżeń nasze życie i serce, to będzie konsekwentnie, czasem boleśnie realizował jeden z najważniejszych celów naszego powołania – przemianę na podobieństwo Jego Syna.

Ta historia przydarzyła mi się w drobnej sprawie i myślę, że bardzo dobrze ilustruje tę zasadę. Dla Boga nie ma spraw osobno dużych (w których najczęściej przyznajemy Mu prawo ingerencji) a osobno błahych. Jeżeli odpadają kamienie grzechu z naszego życia, to On zabiera się za żwir a potem za piasek.

Miałam przygotować pewien projekt do pracy na określony dzień i godzinę i zaprezentować go przed grupą osób. Przygotowałam już sobie w domu różne materiały i byłam bardzo zadowolona, bo w tej prezentacji dodatkowo miałam taki haczyk ewangelizacyjny. Zadzwoniłam do firmy, która miała mi przygotować wiodący materiał i zamówiłam go na następny dzień. Na stronie firmy przeczytałam godziny otwarcia i powiedziałam pani przez telefon, że będę po ów materiał następnego dnia o określonej godzinie, Pani powiedziała, że Ok i że to jest już odłożone. Następnego dnia w drodze do pracy wysiadam po drodze, żeby odebrać zamówione rzeczy i cóż zastaję … Ogłoszenie na zamkniętych drzwiach, że od dnia tego i tego firma działa w godzinach … całkiem innych niż podane na stronie! Zrobiło mi się zimno. Za godzinę miałam być w pracy i wprawdzie tę prezentację miałam dwie godziny później ale nie było już czasu na szukanie czegokolwiek w zastępstwie.

Wpadłam w panikę – tej prezentacji nie można było w żaden sposób przełożyć a w dodatku miałam być oceniona przez moich słuchaczy i to miało się liczyć do oceny w pracy. Skąd wziąć taki świetny materiał? Nie było czasu. Spocona z podwyższonym ciśnieniem pospiesznym krokiem wyruszyłam ku mojej klęsce. Myślałam po drodze „Panie, czemu tak się dzieje? Może to diabeł miesza z powodu tego, że włączyłam w to Ciebie?”. Zadzwoniłam załamana do męża – akurat był w domu i obiecał poszukać tego w sieci. Ktoś z rodziny miał mi to podrzucić, jak zdąży. Ale bez gwarancji. Po jakimś czasie, już w pracy dostaję wiadomość od męża, że nic z tego nie wyszło. Uznaliśmy oboje, że pozostaje jednak wysłać kogoś z rodziny do tej firmy najszybszą taksówką, jak się da, odebrać materiały (już mieli otwarte) i dowieźć mi je w jakimkolwiek czasie. I tak już było późno i wiedziałam, że będę bardzo opóźniona. Ale trudno.

Zaczęło się moje spotkanie. Spoglądając dyskretnie na zegarek starałam się opóźnić jak mogłam część główną – materiał, który miał pójść na laptopie. Improwizowałam i przeciągałam jak się dało, w końcu, ku moje uldze otworzyły si,ę drzwi i spocony członek rodziny podał mi pakunek. Chociaż musiałam sporo uciąć z prezentacji z powodu ograniczenia w czasie, to jednak w sumie się udało. Nie muszę dodawać, że po tym wszystkim czułam się jak po odwirowaniu w bardzo szybkiej pralce.

Postanowiłam, że oddając materiały do firmy, poskarżę się na tę kobietę, że nie uprzedziła mnie przez telefon o zmianie godzin otwarcia i jakie miałam przez nią problemy. Chodziły mi po głowie myśli, że to niechrześcijańska postawa, ale emocje buzowały jeszcze i stwierdziłam, że w ten sposób „pomogę” tej pani lepiej się przyłożyć na przyszłość. W ostateczności wspaniałomyślnie postanowiłam, że nie pójdę na skargę do kierownictwa, tylko rzucę krótki komentarz pierwszemu lepszemu pracownikowi, żeby kobiecie przekazał. I tak też zrobiłam.

Dwa dni później miałam inne zadanie przygotować do pracy i też na określoną godzinę. Jednak zespół, z którym miałam się spotkać przełożył wcześniej (za moją zgodą) spotkanie na wcześniejszą godzinę. Pomyślałam sobie, żeby tylko nie zapomnieć – bo zawsze spotykaliśmy się o innej godzinie. Znowu przygotowałam pracowicie ambitne materiały i co … kto zgadnie? Oczywiście „ktoś” mi wyłączył wtyczkę w głowie i przyjechałam na tę późniejszą godzinę. Na korytarzu nie było nikogo …. I znowu panika – co robić. To ostatnie spotkanie z tym zespołem – podpisałam wcześniej umowę na określoną ilość godzin pracy w tej sprawie. I w dodatku nie mam kontaktu do tych ludzi – to oni mieli do mnie maila, jednak bałam się, że nie odezwą się już, ponieważ mieli bardzo dużo zadań do wykonania w najbliższym czasie. Co mi pozostało? Pójść i przyznać się, że zawaliłam bo ZAPOMNIAŁAM o zmianie godziny? Postanowiłam poczekać i modlić się, żeby jednak stał się cud i żeby ci ludzie do mnie napisali maila. Wtedy już ich nie wypuszczę – MUSIMY się spotkać w innym terminie.

Kiedy tak siedziałam i modliłam się „Panie znowu coś nie tak – czemu? Czemu mi nie pomogłeś zapamiętać?” - żadna odpowiedź mi nie przychodziła do głowy. I nagle w pustym pokoju stanął mi przed oczami obraz siebie, jak rzucam ten krótki komentarz pod adresem kobiety z firmy. Oblało mnie gorąco. Ja przecież zrobiłam dokładnie to samo … zawaliłam a byłam wdzięczna moim kursantom, że nie poszli się poskarżyć. Ojej, jaki wstyd!

Zaczęłam się modlić i prosić Boga o uratowanie tej sytuacji i przeprosiłam Go. Jednak jakoś głucho się czułam nadal. I wtedy przyszły do mnie te słowa „I odpuść nam nasze winy, jako i my odpuszczamy naszym winowajcom ...” . Olśniło mnie, że ja nie wyznałam mojego gniewu do tej pory i wcale tak naprawdę nie przebaczyłam tej kobiecie. Gdybym to zrobiła od razu, nie czułabym potrzeby tego komentarza do pracownika pod jej adresem. A skąd wiadomo, czy on to tylko jej przekazał? A może jej zaszkodził? Może ma kłopoty przeze mnie. Może straci pracę? Modliłam się o nią gorąco, żeby tak się nie stało. Przecież nie musiała zrobić tego specjalnie, ani przez lekceważenie. Skąd ja wiem, co się w niej dzieje? Może przeżywa tragedię? A może jest wyczerpana pracą i nie kontaktuje?

Ciężki był ten dzień i smutny dla mnie. Nie miałam nawet odwagi modlić się, żeby ktoś wysłał mi maila z tamtej grupy ludzi. Ale na drugi dzień w południe stał się cud! Mail przyszedł i ta osoba odpowiedziała, że chętnie przyjdą ponownie, żeby się jednak ze mną spotkać, mimo nawału pracy. I tak się stało!

Wnioski z tej przygody mam nadzieję zapamiętać na stałe. Są proste „czyńcie tak wszystkim, jakbyście chcieli, żeby wam inni czynili”. Dlatego chcę Bogu oddać chwałę za Jego wielkie miłosierdzie, które okazuje mi także i po to, żebym ja mogła miłosiernie traktować innych. No i to, że przeszkody jak ta, niekoniecznie są od razu od diabła – czasem to Pan wystawia nas na próbę …

Tak sobie jeszcze myślę, że kiedy ma się taki młyn w pracy, dobrze jest od razu prosić Boga o szczególną ochronę i czujność. Bo sami słabi jesteśmy.

_________________
"(...) Siebie samego czystym zachowaj" [1 Tm 5,22]


Góra
 Zobacz profil  
Odpowiedz z cytatem  
PostNapisane: So paź 20, 2012 7:58 pm 
Offline
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Śr maja 20, 2009 11:11 am
Posty: 498
Lokalizacja: Białystok
Bardzo ciekawa historia, jak Bóg uczy i wychowuje swoje dzieci :)
Dzięki Mamo Muminka za ten wpis.

_________________
"Albowiem nie wstydzę się Ewangelii Chrystusowej, jest ona bowiem mocą Bożą KU ZBAWIENIU każdego, kto wierzy" Rzym. 1:16; www.kuzbawieniu.pl


Góra
 Zobacz profil  
Odpowiedz z cytatem  
PostNapisane: Pn paź 22, 2012 7:36 pm 
Offline
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Pt wrz 09, 2005 7:51 am
Posty: 527
Bóg jest naprawdę łaskawy i wierny.
Moje ostatnie świadectwo jest bardzo osobiste i nie zdecydowałam się na umieszczenie go tak bardziej szczegółowo "in public", ale zaświadczam, że Bóg chroni, ratuje i uzdrawia małżeństwa, nawet bardzo trudne. On jest Bogiem, Jego jest moc, u Niego rada, rozwiązanie i wyjście.
On także ma wszędzie swoich ludzi, których posyła swoim dzieciom na pomoc, jeśli ktoś pomocy potrzebuje i o nią prosi, i naprawdę się nie spóźnia.

Gdyby ktoś przeżywał właśnie problemy w swoim małżeństwie i potrzebował zachęty i pociechy- jestem gotowa opowiedzieć więcej prywatnie i zaświadczyć o cudach, które wciąż są.

_________________
Wy do wolności powołani jesteście.
(Gal 5,13)


Góra
 Zobacz profil  
Odpowiedz z cytatem  
PostNapisane: Pn wrz 09, 2013 4:21 pm 
Offline
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Pt wrz 09, 2005 7:51 am
Posty: 527
Jak mnie tu dawno nie było...i jak dużo się wydarzyło przez te kilka miesięcy.

Chcę się podzielić świadectwem nawrócenia mojego syna, które jest dla mnie absolutnym cudem Bożej łaski i wypełnieniem obietnicy, którą Bóg dał mi wiele lat temu.

Stało się to po prostu, pewnego dnia, bez żadnych oznak poprzedzających. A także po wielu latach zmartwień i bólu spowodowanych jego sposobem życia.

Żyję w tzw.małżeństwie mieszanym i moje dzieci nie otrzymały klasycznego chrześcijańskiego wychowania, pełnego sprawdzonych i stałych elementów: zbór, szkółka, modlitwa przed jedzeniem, wspólne czytanie Biblii, kościelne spotkania i pikniki, przyjaciele z rodzin wierzących. Widziały za to, (i okazuje się że pamiętają) że czasem opowiedzenie się za Chrystusem ma swoją cenę.

Mnie przez lata nękały wątpliwości, czy dzieci są dobrze wychowywane, a raczej była to narastająca pewność, że należałoby je wychowywać inaczej, jednak nie było w tej kwestii żadnego porozumienia pomiedzy mną i mężem. Nie do opisania trudno było mi w tym "złapać linię" pomiędzy uległością żony a odpowiedzialnością matki. Czasami gubiłam się w tym, czego Bóg naprawdę ode mnie oczekuje.

Jednak dawno temu Bóg obiecał mi bardzo osobiście, że zachowa przy życiu moje dzieci i z otwartymi ustami patrzę na to jak wypełnia swoją obietnicę.

Pierwsza zaczęła szukać Go córka. Spotyka się z chrześcijanami już ponad rok- jednak akurat co do niej mam wątpliwości, czy poskutkowało to nowym narodzeniem. Jest bowiem z rodzaju ludzi "pozytywnych" z natury i trudno u niej zobaczyć owoc w postaci radykalnej zmiany życia. Prawdopodobnie tej zmiany jednak (jeszcze?) nie było...Lampa musi świecić, a nie chyba świecić.

Natomiast syn należał do tych, którzy mówiąc oględnie mają się z czego nawracać, i kiedy Bóg go dotknął- zmiana jego życia zdumiała i nadal zdumiewa nas wszystkich. Może pominę szczegóły,bo choć są bardzo budujące, to jednak zarazem osobiste, ale chcę tylko powiedzieć jedną ciekawą rzecz: zanim syn zdążył opowiedzieć nam, co się z nim wydarzyło, zobaczyłam-i nie wymyślam- zmianę na jego twarzy, kiedy pewnego dnia wyszedł nam na spotkanie. Miał inną twarz, całą jasną...nie umiem tego inaczej opisać.

Syn jest na etapie pierwszej miłości, kiedy nowe życie go po prostu roznosi. Pięknie jest na to patrzeć i tęsknię za tamtymi czasami u mnie lub inaczej- za dniem, w którym tak będzie u każdego z nas już zawsze i na wieki.
To tyle :)

Z innych spraw- obok cudu nowego narodzenia syna, nie zdarzyło się u mnie tak oczywiste dla wielu chrześcijan uzdrowienie przez cud (nie oczekiwałam go, to prawda) i jestem właśnie po zupełnie normalnej operacji z całym dobrodziejstwem szpitalnego inwentarza, za który jestem normalnie i po prostu Bogu wdzięczna, w tym za miejsce w czasach kryzysu, za ręce lekarzy, za działający sprzęt, za niepojętą i kapitalną mądrość anestezjologii, za wszystkich spotkanych ludzi, za drogich gości i za miłość, która jest wszędzie.Tak również działa Bóg i ja o tym też chcę mówić dobrze. A uważam, że stała mi się rzecz dobra. Amen.

_________________
Wy do wolności powołani jesteście.
(Gal 5,13)


Góra
 Zobacz profil  
Odpowiedz z cytatem  
PostNapisane: Pn wrz 09, 2013 6:30 pm 
Offline
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Pt kwi 01, 2005 9:30 pm
Posty: 8526
Lokalizacja: Kraków
Witaj ponownie :)

Dobrze Cię widzieć (czytać) znowu. Wspaniałe świadectwo. Cieszę się razem z Tobą. To wielka zachęta dla wszystkich rodziców nieodrodzonych dzieci. Bóg jest łaskawy.


Góra
 Zobacz profil  
Odpowiedz z cytatem  
PostNapisane: Pn wrz 09, 2013 7:14 pm 
Offline
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Cz lip 08, 2010 2:20 pm
Posty: 340
szelka napisał(a):
Z innych spraw- obok cudu nowego narodzenia syna, nie zdarzyło się u mnie tak oczywiste dla wielu chrześcijan uzdrowienie przez cud (nie oczekiwałam go, to prawda) i jestem właśnie po zupełnie normalnej operacji z całym dobrodziejstwem szpitalnego inwentarza, za który jestem normalnie i po prostu Bogu wdzięczna, w tym za miejsce w czasach kryzysu, za ręce lekarzy, za działający sprzęt, za niepojętą i kapitalną mądrość anestezjologii, za wszystkich spotkanych ludzi, za drogich gości i za miłość, która jest wszędzie.Tak również działa Bóg i ja o tym też chcę mówić dobrze. A uważam, że stała mi się rzecz dobra. Amen.
Chwała Bogu za bogactwo Jego łaski w tych zwykłych i przyziemnych rzeczach! Cieszę się ogromnie, podobnie jak z nawrócenia Twojego syna. To mnie zachęca do wiernej modlitwy także za mojego - też mam obietnicę.

Pewnie jesteś niesamowicie szczęśliwa :D

_________________
"(...) Siebie samego czystym zachowaj" [1 Tm 5,22]


Góra
 Zobacz profil  
Odpowiedz z cytatem  
PostNapisane: Pn wrz 09, 2013 8:29 pm 
Offline

Dołączył(a): Śr lip 16, 2008 2:02 pm
Posty: 1890
Piękne świadectwo. Dziękuję. Niech Wam Bóg błogosławi.


Góra
 Zobacz profil  
Odpowiedz z cytatem  
PostNapisane: Wt wrz 10, 2013 9:35 am 
Offline

Dołączył(a): Śr lip 23, 2008 6:01 pm
Posty: 37
Lokalizacja: Opole
Cytuj:
zobaczyłam-i nie wymyślam- zmianę na jego twarzy, kiedy pewnego dnia wyszedł nam na spotkanie. Miał inną twarz, całą jasną...nie umiem tego inaczej opisać.

Jakoś szczególnie rozradowało mnie i poruszyło to stwierdzenie, choć wielu gotowych byłoby wywracać na nie oczami niezdolnymi dostrzegać Bożych dzieł.
Lubię czytać Twoje posty Szelko. Łapią linię. :wink:
Bądż zdrowa.


Góra
 Zobacz profil  
Odpowiedz z cytatem  
PostNapisane: Wt wrz 10, 2013 10:07 am 
Offline
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Cz mar 31, 2005 5:14 pm
Posty: 910
Lokalizacja: Świnoujście
szelka napisał(a):
...moje dzieci nie otrzymały klasycznego chrześcijańskiego wychowania, pełnego sprawdzonych i stałych elementów: zbór, szkółka, modlitwa przed jedzeniem, wspólne czytanie Biblii, kościelne spotkania i pikniki, przyjaciele z rodzin wierzących. Widziały za to, (i okazuje się że pamiętają) że czasem opowiedzenie się za Chrystusem ma swoją cenę.


A mnie najbardziej spodobalo sie to, co wyzej :-) Widac mozna bez szkolek i piknikow koscielnych... Dla Boga nie ma rzeczy niemozliwych. Patrze czasem na dzieci, ktore sa bardziej wychowywane na chrzescijan niz staja sie nimi w rzeczywistosci przez nowe narodzenie i to mnie przeraza...

_________________
Poznanie nadyma.


Góra
 Zobacz profil  
Odpowiedz z cytatem  
PostNapisane: Wt wrz 10, 2013 1:42 pm 
Offline
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Cz sie 29, 2013 7:40 am
Posty: 170
Lokalizacja: Wrocław
itur napisał(a):
szelka napisał(a):
...moje dzieci nie otrzymały klasycznego chrześcijańskiego wychowania, pełnego sprawdzonych i stałych elementów: zbór, szkółka, modlitwa przed jedzeniem, wspólne czytanie Biblii, kościelne spotkania i pikniki, przyjaciele z rodzin wierzących. Widziały za to, (i okazuje się że pamiętają) że czasem opowiedzenie się za Chrystusem ma swoją cenę.


A mnie najbardziej spodobalo sie to, co wyzej :-) Widac mozna bez szkolek i piknikow koscielnych... Dla Boga nie ma rzeczy niemozliwych. Patrze czasem na dzieci, ktore sa bardziej wychowywane na chrzescijan niz staja sie nimi w rzeczywistosci przez nowe narodzenie i to mnie przeraza...



ostatnio mieliśmy z mężem rozmowe ze znajomym o córce, kiedyś córcia modliła się na głos a teraz nie chce, znajomy chciał nas przekonać żebyśmy ją zachęcali do modlitwy na głos...my z mężem szanujemy jej postawę, nie "zachęcamy" jej do głośnej modlitwy żeby przypadkiem nie robiła tego dla nas żebysmy my bili zadowoleni... świadectwo piękne, niech Bogu będzie chwała !

_________________
"Oznajmiono ci, człowiecze, co jest dobre i czego Pan żąda od ciebie: tylko, abyś wypełniał prawo, okazywał miłość bratnią i w pokorze obcował ze swoim Bogiem." księga Micheasza 6.8


Góra
 Zobacz profil  
Odpowiedz z cytatem  
PostNapisane: Wt wrz 10, 2013 3:33 pm 
Offline
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Pt wrz 09, 2005 7:51 am
Posty: 527
Bardzo Wam wszystkim dziękuję- i cieszę się, że cieszycie się ze mną. Dziękuję też za wszystkie dobre, wspierające słowa.
Każdy z Was zwrócił uwagę coś innego- i teraz ja mogłam spojrzeć na wszystko jeszcze raz Waszymi oczyma. I bardzo mi się to podoba! :)

Odpowiadając Mamie Muminka, czy jestem szczęśliwa- tak, czuję się jak Kopciuszek, który niespodziewanie dostał w lnianej szmatce bezcenny diament.
I szmatka zwykła, i otoczenie, dom, kuchnia, normalne życie- wszystko wygląda jak zawsze, ale nigdy już nic nie będzie takie samo. Wierzę, że to samo spotka Twojego syna.

Dziękuję wszystkim i błogosławię-
szelka

_________________
Wy do wolności powołani jesteście.
(Gal 5,13)


Góra
 Zobacz profil  
Odpowiedz z cytatem  
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 13 ] 

Strefa czasowa: UTC + 1


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Skocz do:  
cron
POWERED_BY
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL