www.ulicaprosta.net

Forum przy Ulicy Prostej
Teraz jest Śr mar 03, 2021 4:08 am

Strefa czasowa: UTC + 1




Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 46 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1, 2, 3, 4  Następna strona
Autor Wiadomość
PostNapisane: Wt paź 30, 2018 8:32 pm 
Offline
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Pt kwi 15, 2016 11:51 am
Posty: 59
Ponieważ Adar nie odpowiedział na moje pytania zawarte w poprzednim poście, napiszę, dlaczego je zadałem. Chciałem po prostu zwrócić uwagę na to, że niestety wielu wierzących popełnia jeden zasadniczy błąd. Nie definiują pojęć biblijnych na podstawie Słowa. A to niestety niesie za sobą poważne konsekwencje.
Poklepywanie po plecach katolika i mówienie, że owszem mamy inne zrozumienie ewangelii, ale ogólnie jesteśmy braćmi/siostrami w wierze, jest tylko utwierdzaniem go w tej fałszywej religii. Dlaczego fałszywej? Ponieważ jest całkowicie antybiblijna. Jest przestronną drogą i szeroką bramą ku zatraceniu.
Różnica pomiędzy krk (kościół rzymskokatolicki) a innymi religiami jest taka, że inne religie w sposób jawny odrzucają ewangelię, jako jedyną drogę ku zbawieniu. Jezus Chrystus jest prorokiem – islam, nauczycielem – buddyzm, jednym z wcieleń (awatarem) Boga – hinduizm. Tutaj każdy ma jasny przekaz i może wybrać: Jezus – Bóg/Syn Boży lub inny Jezus.
Krk ma biblię w rękach. W nauczaniu Jezus jest Bogiem/Synem Bożym. Wszystko wydaje się OK. Jednak, kiedy przyjrzymy się bliżej tej instytucji i zdefiniujemy pojęcia biblijne, to okaże się, że nic nam nie pasuje. Podam przykład. Pan Jezus na każdej mszy podczas transsubstancjacji zstępuje z Nieba i w sposób cudowny (wielka tajemnica wiary) następuje zmiana substancji, czyli pszaśnego opłatka (woda + mąka pszenna) w prawdziwe ciało Pana Jezusa, a wina w prawdziwą krew Pana Jezusa. Według krk nie jest to wielokrotnym składaniem Pana Jezusa w ofierze, bo łatwo można by to obalić na podstawie biblii (Heb. 10:12). Lecz nieustannym uobecnieniem (słowo klucz) ofiary raz złożonej na Golgocie. Bóg jest przecież ponad czasem. Piękny wykręt, prawda? To jest Jezus Eucharystyczny.
Jak porównamy mszę świętą z tym, co autor listu do Hebrajczyków pisze o kapłaństwie, ofiarach i świątyniach, to nie można nie dojść do wniosku, że w krk jest inny Jezus. Dołóżmy do tego wieczną dziewicę Maryję, czyli demony podszywające się pod matkę naszego Pana, prymat piotrowy, historyczne fałszerstwa (pisma pseudo-izydoriańskie, donacja Konstantyna), pogańskie święta, modlitwy za zmarłych, czyściec… Czy to jest tylko inne zrozumienie ewangelii?
My powinniśmy pomagać ludziom stamtąd uciekać. Wiem, że to nie jest proste, bo sam pochodzę z rodziny katolickiej. W pracy jestem heretykiem, w rodzinie sekciarzem. Mam szwagra księdza, nieodrodzonych bliskich. Ale nie poddaję się. I kiedy kolejny raz słyszę, że mam wyprany mózg, to mówię, że nie tylko mózg, ale Chrystus całego mnie wyczyścił, poprzez przelanie swej świętej krwi na krzyżu Golgoty.
I jeszcze coś przyszło mi do głowy. Jeśli Pan Jezus podczas ostatniej wieczerzy faktycznie zamieniłby wino w krew (ustanowienie eucharystii wg krk) i nakazał apostołom, aby ją wypili, to złamałby zakon. A to oznaczałoby, że nie byłby bezgrzeszną ofiarą i nie zwyciężyłby śmierci. Ale my przecież wiemy, że zmartwychwstał (alleluja!). I fakt ten jest koronnym dowodem na to, że Jezus Eucharystyczny jest fałszywym Jezusem.

Jeśli chodzi o zespół TGD, to nie dziwi mnie, że grają na pogańskich imprezach, ponieważ z tego, co sami o sobie mówią, są zespołem ekumenicznym: https://www.deon.pl/po-godzinach/rozrywka--relaks/muzyka/art,1186,roznorodnosc-jest-nasza-sila-wywiad.html
Cytuj:
„P.N.: To jest nasz skarb - ekumenia, czyli wybuchowa mieszanka, która od kilkudziesięciu lat nie eksplodowała. To jest unikat.”

_________________
http://www.kosciolbrzeg.pl/


Góra
 Zobacz profil  
Odpowiedz z cytatem  
PostNapisane: Pn lis 12, 2018 11:39 pm 
Offline
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Śr mar 30, 2016 8:48 pm
Posty: 29
quezob:
Cytuj:
I żeby pracować jako muzyk wcześniej poświęciłem około 6-7 lat na naukę gry na instrumencie praktycznie dzień w dzień. Ale po roku czasu kiedy w końcu zacząłem swoją pracę marzeń Pan otworzył mi oczy. Oczywiście biłem się z myślami. Wiedziałem że to co robię jest nieodpowiednie dla ucznia Jezusa.

Może odczułeś, że akurat dla ciebie nieodpowiednie- ok, ale nie uogólniajmy. Są muzycy, którzy z tego żyją i mają przekonanie, żeby to robić - są w tym światku muzycznym i przez to, co niektórzy nazywają kompromisem - oni docierają do potrzebujących - zaprzyjaźniają się - są przez to wiarygodni - przedstawiają im Drogę Pańską. Jak to ostatnio napisał Wichary: "Istnieje wspólna, jednocząca treść".
A stwierdzenia typu "nie znasz mocy Boga", kojarzą mi się z ludźmi, którzy gromadzą się tylko we własnym sosie i wszystko krytykują. Wielu księży szczerze kocha Boga, a że są na takim a nie innym poziomie poznania (np 500 lat temu wśród protestantów był ostry spór o eucharystię) nie znaczy, że trzeba z nimi walczyć, unikać, wrogo się nastawiać. Podam przykład z mojego życia: Mam księdza w rodzinie i jako jedyny nie poszedłem na jego obłóczyny, też mnie określali, że mam wyprany mózg. Ale innym razem poczułem w Duchu, że mam iść na jakieś tam chrzciny rodzinne, które on odprawia. Poszedłem (uczestniczyłem w liturgii? - dla czystych wszystko jest czyste - po prostu byłem tam). Jakiś czas później już nie był księdzem z pewnego powodu, a dzięki temu, że tam wtedy byłem - miałem płaszczyznę do przyjaznej rozmowy.
I czemu tak bardzo unikamy/boimy się muzyki? Dlaczego to kontrowersyjny zawód? Zawód jak każdy inny. Czy jest na tym forum jakiś muzyk, który to rozumie?
ppajda:
Cytuj:
Czyżby muzyka grana Bogu z serca napełnionego Duchem Świętym - nawet wpośród fałszowania - nie jest w Bożych oczach najlepszej jakości? I co to znaczy, że "przy tym oczywiście nie rozwija się jako muzyk"? A kto powiedział, że wierzący człowiek ma się rozwijać jako muzyk? Gdzie coś takiego czytamy w Słowie Bożym? Tak w ogóle nawet nie jest powiedziane, że nawrócony muzyk musi gdziekolwiek grać. Może Bóg wcale nie chce, żeby on grał w zborze (czy gdziekolwiek indziej).

Może Bóg chce, a może nie - nie uogólniaj. Twoją wypowiedź można sparafrazować tak: "Niech nikt kto się nawrócił i kto ma talent muzyczny, nie uczy się, nie uczy innych, bo tego nie ma w Biblii. Jedynie może grać w zborze, jeżeli Bóg mu na to pozwoli, a gdy jedzie samochodem i słucha radia niech natychmiast wyłączy muzykę." To, co robiłem w świecie, do czego miałem talent - to samo robię na chwałę Boga Rz 6,16. Oczywiście wszystko Jemu poddając, pytając się Go, i robiąc to w czystości.
Co do gorszenia z 1Kor 8 o którym wspomina ppajda: jest to konkretny argument, z tym, że słaby wierzący widzi to co zewnętrzne i niekoniecznie musi wyciągać takie czy inne wnioski, natomiast, gdyby zobaczył muzyka ewangelicznie wierzącego przyjmującego tzw komunię - wówczas pełna zgoda.
ppajda:
Cytuj:
Czytając twoje pytania mam wrażenie (może błędne, ale nie mogę się go na razie pozbyć), jak byś jednak chciał na siłę usprawiedliwić tego biednego odrodzonego muzyka, który błąka się w katolickim otoczeniu. Myślisz, że ktoś da Ci odpowiedzi wytyczając bezpieczne, "talmudystyczne" ramki, w których to odrodzony muzyk może działać w katolickim świecie? Co do mnie, to odniosę się do tego, co napisałeś, ale nie oczekuj "muru wokół Tory". Wyrażę swoje zdanie. Potrzeba w wielu sytuacjach po prostu prowadzenia Ducha Świętego, ale zawsze w oparciu o całe Słowo Boże i koniecznie z gotowością zapłacenia ceny: znoszenia hańby Mesjasza, zamiast "chwały muzyka".

Próbuję ich zrozumieć. Może znoszą w jakiś sposób "hańbę Mesjasza", może wcale nie przywiązują wagi do "chwały muzyka", może prowadzi ich Duch Św.
Jednego możemy być dzisiaj pewni: Nowa Ewangelizacja, eucharystia - to niebiblijne praktyki. Ale łatwo jest wklejać fotki i sądzić z pozoru. Sam osobiście nawróciłem się na imprezie ekumenicznej i nie interesowały mnie sprawy eucharystii i inne antagonizmy. Bóg posłał ewangelicznego człowieka na to spotkanie i przez niego przemówił do mnie.

_________________
Bliski jest Pan tym, których serce jest złamane. Ps.34


Góra
 Zobacz profil  
Odpowiedz z cytatem  
PostNapisane: Wt lis 13, 2018 1:26 pm 
Offline
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Pt kwi 01, 2005 9:30 pm
Posty: 8526
Lokalizacja: Kraków
W sumie Twoje odpowiedzi nie są skierowane do mnie, ale jedno mnie mocno zaintrygowało:

Adar napisał(a):
Ale innym razem poczułem w Duchu, że mam iść na jakieś tam chrzciny rodzinne, które on odprawia. Poszedłem (uczestniczyłem w liturgii? - dla czystych wszystko jest czyste - po prostu byłem tam)
Czy mógłbyś podać jakikolwiek związek między uczestniczeniem w katolickiej liturgii a stwierdzeniem apostoła Pawła "dla czystych wszystko jest czyste" z Tyt. 1:15 przeczytanym w KONTEKŚCIE tych słów? Bardzo bym Cię prosił o przedstawienie Twojego rozumienia Tyt. 1:10-16 i tego, jak Twoja interpretacja ma się do uczestniczenia w katolickich rytuałach zaprzeczających Słowu Bożemu.


Góra
 Zobacz profil  
Odpowiedz z cytatem  
PostNapisane: Wt lis 13, 2018 2:15 pm 
Offline
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Pt sty 15, 2016 4:30 pm
Posty: 392
Adar napisał(a):
Są muzycy, którzy z tego żyją i mają przekonanie, żeby to robić - są w tym światku muzycznym i przez to, co niektórzy nazywają kompromisem - oni docierają do potrzebujących - zaprzyjaźniają się - są przez to wiarygodni - przedstawiają im Drogę Pańską. Jak to ostatnio napisał Wichary: "Istnieje wspólna, jednocząca treść".

Quezob stwierdził, że jego praca jako muzyk jest nieodpowiednia dla ucznia Jezusa. Odpowiadasz, że Bóg może użyć takich wierzących muzyków, by inni w tym środowisku usłyszeli Ewangelię. Ale co robią przez ten cały czas, kiedy się w tym środowisku obracają? Jaka muzykę i z kim grają? Czy jest to duchowo neutralne? Czy te treści podobają się Bogu? Czy granie ich nie utożsamia chociażby w oczach widowni muzyka z przesłaniem grupy muzycznej? Czy głoszenie Ewangelii przez nich w tym środowisku jest tak ważne, że ich osobiste uświęcenie staje się nieważne? Bóg może dotrzeć do ludzi na różny sposób i nie jest zdany na to, żebyśmy "byli wszędzie". Rozumiem, że właśnie to Mama Muminka miała na myśli pisząc o Bożej mocy.

Mówiąc hiperbolą: Czy warto zostać barmanem w domu publicznym, żeby dotrzeć z Ewangelią do kobiet świadczących "usługi seksualne"? Czy być może należy nawet trudzić się ich profesją, żeby dotrzeć do nich z Ewangelią? Nie, nic z tych rzeczy! Należy raczej stanąć przed domem publicznym i głosić prawdę o miłości Bożej do grzeszników i potrzebę zawrócenia do tego, który przyjmuje celników i cudzołożnice.

Poza tym bardzo ciekawy jest cytat, który przytoczyłeś. Kontekstem naszej dyskusji w tym wątku jest współpraca z Rzymskimi Katolikami, uwiarygadnianie ich poczynań przez uczestniczenie w ich przedsięwzięciach religijnych i przez to utwierdzanie ich w błędnym przekonaniu, że oni w sumie wierzą, tylko "trochę inaczej". Lub jak ujął to prezbiter naczelny Kościoła Chrystusowego w RP, Andrzej Bajeński w swoim kazaniu wygłoszonym po śmierci Jana Pawła II: Rzymscy Katolicy wyznają "rzymską drogę wiary", a "my" rozumiemy różne rzeczy inaczej.
Mateusz Wichary, zwierzchnik Kościoła Chrześcijan Baptystów w RP odniósł się zacytowaną przez Ciebie wypowiedzią w kontekście (o ile właściwie go zrozumiałem) do tego, że prawdziwa jedność duchowa występuje dopiero między rzeczywiście nawróconymi ludźmi - niezależnie od "ramek denominacyjnych". Tak czy siak: Wichary pisze to też w - z jego perspektywy - pozytywnym kontekście ekumenii z Kościołem Rzymskokatolickim. Co jest zatem tą wspólną, a w szczególności jednoczącą treścią? Według Wicharego rzeczywiste nawrócenie i odrodzenie. Brzmi dobrze, ale problem w tym, że w religii Rzymskokatolickiej zwykle funkcjonują ludzie (duchowni i zwykli wierni), którzy nie narodzili się na nowo - baaardzo rzadko spotka się tam kogoś odrodzonego. A przecież tylko ludzie odrodzeni z Ducha Świętego są dziećmi Bożymi. A kim są ludzie, którzy nie narodzili się na nowo i nie mają zatem jeszcze Boga za Ojca? Nie ma wielu możliwości: są oni dziećmi diabła. Zatem czemu służy pisanie w kontekście ekumenizmu z Kościołem Rzymskokatolickim, że "istnieje wspólna, jednocząca treść"? Z kim? Z dziećmi diabła? A czemu służy twierdzenie, że funkcjonariusze i wierni rzymskokatoliccy są na "rzymskiej drodze wiary"? Czyż nie utwierdza ich to w błędnym przekonaniu, że droga, po której idą, może podobać się Bogu? A co Bóg na to? Czy wierny z niewiernym może chodzić w nierównym jarzmie, a dziecko Boga z dzieckiem diabła?

Adar napisał(a):
Wielu księży szczerze kocha Boga, a że są na takim a nie innym poziomie poznania (np 500 lat temu wśród protestantów był ostry spór o eucharystię) nie znaczy, że trzeba z nimi walczyć, unikać, wrogo się nastawiać.

Wielu Muzułmanów też "szczerze kocha Boga", jeśli definiujemy sobie "szczere kochanie Boga" po swojemu. Jest masa szczerych osób modlących się do Boga i Maryi, do Allacha i Wisznu. To nie sprawia jednak, że kochają oni Boga tak, jak wymaga tego Bóg. Tak samo jest z wiarą: nie wystarczy szczerze wierzyć w istnienie Boga. "Ty wierzysz, że Bóg jest jeden? Dobrze czynisz; demony również wierzą i drżą" (Jak. 2:19).

"miłość Boża rozlana jest w sercach naszych przez Ducha Świętego, który nam jest dany" (Rzym. 5:5) => Skoro zdecydowana większość księży nie narodziła się na nowo z Ducha Świętego, Duch Święty nie jest im dany, prawda? Zatem jaką miłością "szczerze kochają Boga"?

"A wiemy, że Bóg współdziała we wszystkim ku dobremu z tymi, którzy Boga miłują, to jest z tymi, którzy według postanowienia jego są powołani" (Rzym. 8:28). => Czy księża katoliccy zostali powołani według postanowienia Bożego? Bo Ci, którzy Boga miłują, zostali!

"Błogosławiony mąż, który wytrwa w próbie, bo gdy wytrzyma próbę, weźmie wieniec żywota, obiecany przez Boga tym, którzy go miłują". (Jak. 1:12) => Miłujący Boga otrzymają wieniec żywota, czyli są i ostatecznie będą zbawieni! Czy możemy to powiedzieć o księżach Rzymskokatolickich, że są zbawieni? Jeśli tak by było, to nie istniała by potrzeba, by głosić im Ewangelię. A przecież istnieje, bo muszą koniecznie narodzić się na nowo, aby zostać zbawieni (Jana 3:3,5)!

"Lecz kto zachowuje Słowo jego, w tym prawdziwie dopełniła się miłość Boża. Po tym poznajemy, że w nim jesteśmy" (1. Jana 2:5). => Czy rzymskokatoliccy księża zachowują Słowo Boże, czy raczej zwodniczą wykładnię "matki kościoła"? Skoro nie zachowują Słowa Bożego, to czy w nich "prawdziwie dopełniła się miłość Boża"?

Rzymski Katolik może szczerze zwracać się do Boga i szczerze go szukać, a Bóg da się takiemu sercu znaleźć. Jednak to nie jest jeszcze "miłowanie Boga". Oczywiście masz rację, że nie "trzeba z nimi walczyć, unikać, wrogo się nastawiać". Jednak trzeba mieć przed oczyma, są że to (jak i my niegdyś) dzieci diabła, a nie Boga i że koniecznie potrzebują upamiętać się, zaufać Jezusowi i narodzić się na nowo, żeby zostać zbawieni. A żeby mogli się upamiętać, muszą mieć jasne, jednoznaczne sygnały, że nie jesteśmy z nimi "jedno". Oni nie są jedynie na "innym poziomie poznania". Oni Boga wcale nie znają i są w drodze na wieczne potępienie. Dlatego koniecznie muszą narodzić się na nowo z Ducha Świętego.

Adar napisał(a):
ppajda:
Cytuj:
Czyżby muzyka grana Bogu z serca napełnionego Duchem Świętym - nawet wpośród fałszowania - nie jest w Bożych oczach najlepszej jakości? I co to znaczy, że "przy tym oczywiście nie rozwija się jako muzyk"? A kto powiedział, że wierzący człowiek ma się rozwijać jako muzyk? Gdzie coś takiego czytamy w Słowie Bożym? Tak w ogóle nawet nie jest powiedziane, że nawrócony muzyk musi gdziekolwiek grać. Może Bóg wcale nie chce, żeby on grał w zborze (czy gdziekolwiek indziej).

Może Bóg chce, a może nie - nie uogólniaj. Twoją wypowiedź można sparafrazować tak: "Niech nikt kto się nawrócił i kto ma talent muzyczny, nie uczy się, nie uczy innych, bo tego nie ma w Biblii. Jedynie może grać w zborze, jeżeli Bóg mu na to pozwoli, a gdy jedzie samochodem i słucha radia niech natychmiast wyłączy muzykę." To, co robiłem w świecie, do czego miałem talent - to samo robię na chwałę Boga Rz 6,16. Oczywiście wszystko Jemu poddając, pytając się Go, i robiąc to w czystości.

To Ty przedstawiłeś dokładnie te dwie możliwości: ALBO gra się w kapeli z wierzącymi ludźmi występując czasem w kościołach katolickich ALBO gra się o "słabej jakości" w kościele i pracuje w tygodniu po 12 godzin w fabryce "oczywiście" nie rozwijając się jako muzyk. W reakcji na to odpowiedziałem, że człowiek wierzący nie musi rozwijać się jako muzyk, a dla Boga liczy się głównie pieśń płynąca z wypełnionego Duchem Świętym serca. Bo pisząc o "graniu słabej jakości w kościele" pokazałeś, jak to granie w kościele rozumiesz: niestety najwyraźniej kwestia techniczna muzyki odgrywa dla Ciebie znaczącą rolę, dlatego tak napisałem. Bóg może użyć człowieka, który był w świecie muzykiem, prowadząc go tak, żeby i w kościele grał. Bóg może. Ale nie musi. Tak samo jak ktoś w świecie był znakomitym mówcą, to nie znaczy, że w kościele musi koniecznie zostać kaznodzieją.
Napisałeś o muzykowaniu: "Oczywiście wszystko Jemu poddając, pytając się Go, i robiąc to w czystości". Jeśli Bogu poddajesz kwestię muzykowania, to nie jest to oczywiste, że On nie będzie chciał Cię użyć na zupełnie innym polu, prawda? Przecież to On jest Panem i dysponuje twoim życiem. Np. Bóg może chcieć, żeby muzyk sprzątał w kościele, bo być może Pan woli, żeby sprzątając nauczył się pokory, doceniając zarazem wprawdzie "słabe", ale duchowe śpiewanie i granie innych wierzących w jego wspólnocie. To nie talent, lecz charakter jest najważniejszy - Pismo sporo o nim mówi - i to on musi się rozwijać na podobieństwo charakteru Pana Jezusa. A co to znaczy, że pytasz się Go? Czy oczekujesz, że Słowo Boże ma wystarczające odpowiedzi na twoje zapytanie o Jego wolę? Bo jeśli Słowo Boże przestrzega przed duchową współpracą z dziećmi diabła, to czy nie jest to odpowiedź? A jeśli muzykujesz "w czystości", to czy nie znaczy to, że będziesz uciekał od bałwochwalstwa, nawet od "szaty skalanej przez ciało" (Judy 23)?

Adar napisał(a):
Co do gorszenia z 1Kor 8 o którym wspomina ppajda: jest to konkretny argument, z tym, że słaby wierzący widzi to co zewnętrzne i niekoniecznie musi wyciągać takie czy inne wnioski, natomiast, gdyby zobaczył muzyka ewangelicznie wierzącego przyjmującego tzw komunię - wówczas pełna zgoda.

Jeśli nawet nie spożywasz komunii, to składasz pewne świadectwo: będąc tam i uczestnicząc w czymś (np. śpiewając, ale zarazem nie wyprowadzając ludzi z błędu, prowadzącego ich przecież na potępienie - choć masz taką możliwość i poznanie) świadczysz o czymś. Mianowicie o tym, że można działać duchowo razem z Rzymskimi Katolikami. A to z kolei może wciągnąć z powrotem w system rzymskokatolicki dzieci Boże, które w ramach nawrócenia stamtąd wyszły. I w obecnych czasach nie jest to niestety tylko daleka teoria.

Adar napisał(a):
Sam osobiście nawróciłem się na imprezie ekumenicznej i nie interesowały mnie sprawy eucharystii i inne antagonizmy. Bóg posłał ewangelicznego człowieka na to spotkanie i przez niego przemówił do mnie.

Ten człowiek tam się znalazł, a Bóg użył jego słów, żeby Cię zbawić. Bóg używa czasem nawet zwiastowania zwodzicieli jak Benny Hinna żeby zbawić człowieka, ale to nie znaczy, że Bóg podpisuje się pod ich postępowaniem. Gdyby ten człowiek tam się nie znalazł, nawrócił byś się gdzie indziej i kiedy indziej. Bóg znajdzie wszędzie i każde szukające serce.


Góra
 Zobacz profil  
Odpowiedz z cytatem  
PostNapisane: Wt lis 13, 2018 5:20 pm 
Offline
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Śr mar 30, 2016 8:48 pm
Posty: 29
Smok Wawelski napisał(a):
W sumie Twoje odpowiedzi nie są skierowane do mnie, ale jedno mnie mocno zaintrygowało:
Adar napisał(a):
Ale innym razem poczułem w Duchu, że mam iść na jakieś tam chrzciny rodzinne, które on odprawia. Poszedłem (uczestniczyłem w liturgii? - dla czystych wszystko jest czyste - po prostu byłem tam)
Czy mógłbyś podać jakikolwiek związek między uczestniczeniem w katolickiej liturgii a stwierdzeniem apostoła Pawła "dla czystych wszystko jest czyste" z Tyt. 1:15 przeczytanym w KONTEKŚCIE tych słów? Bardzo bym Cię prosił o przedstawienie Twojego rozumienia Tyt. 1:10-16 i tego, jak Twoja interpretacja ma się do uczestniczenia w katolickich rytuałach zaprzeczających Słowu Bożemu.

Zaznaczam, że byłem, nie uczestnicząc i jednocześnie brzydząc się tym. Na buddyjską imprezę też bym poszedł jeżeli miałbym tam np kolegę, który jest bliski Ewangelii, ale np chce mnie o coś zapytać i zaprosił mnie tam... Podobno grzechem dla katolika jest pójść na spotkanie protestanckie - to tak na marginesie.
Fragment Tytusa mówi o fałszywych nauczycielach, których Tytus miał karcić/zawstydzać, aby ozdrowieli w wierze. Więc mieli skalany umysł i sumienie, natomiast czyny/rozumowanie człowieka o czystym sumieniu są czyste.
Przytoczę jeszcze Rz 14,22-23. Jeżeli miałbym wątpliwości i poszedłbym dla np ciekawości - byłoby to głupotą, ale z przekonaniem i wiarą... Bóg wie.

_________________
Bliski jest Pan tym, których serce jest złamane. Ps.34


Góra
 Zobacz profil  
Odpowiedz z cytatem  
PostNapisane: Wt lis 13, 2018 5:55 pm 
Offline
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Śr mar 30, 2016 8:48 pm
Posty: 29
ppajda napisał(a):
.....

Ze wszystkim co napisałeś się zgadzam. Powiem więcej - moim ulubionym kazaniem jest http://bapt.pl/czytelnia/edwards-jonatan/grzesznicy-w-rekach-rozgniewanego-boga/.
Lecz nie wszyscy jesteśmy Edwardsami, Pawłami, Piotrami... A wśród ewangelicznych chrześcijan brakuje czasem szacunku i uznania godności każdego człowieka, i za dużo jest niekonstruktywnej krytyki.
Po prostu próbuję ich zrozumieć (tych muzyków, którzy grają na ekumenicznych spotkaniach). Może wydałbym osąd/ocenę jakbym słyszał, co mówią między piosenkami, jak zachowują się za kulisami, ... być może są to ludzie, których rzeczywiście trzeba zawstydzić/karcić, aby ozdrowieli w wierze...

_________________
Bliski jest Pan tym, których serce jest złamane. Ps.34


Góra
 Zobacz profil  
Odpowiedz z cytatem  
PostNapisane: Wt lis 13, 2018 6:21 pm 
Offline

Dołączył(a): Śr lut 24, 2016 5:28 pm
Posty: 26
Adar napisał(a):
Może odczułeś, że akurat dla ciebie nieodpowiednie- ok, ale nie uogólniajmy. Są muzycy, którzy z tego żyją i mają przekonanie, żeby to robić - są w tym światku muzycznym i przez to, co niektórzy nazywają kompromisem - oni docierają do potrzebujących - zaprzyjaźniają się - są przez to wiarygodni - przedstawiają im Drogę Pańską. Jak to ostatnio napisał Wichary: "Istnieje wspólna, jednocząca treść".

Dla mnie tacy ludzie właśnie nie są wiarygodni. Co ma zaprzyjaźnianie się do wiarygodności? Gdyby twardo stali na tym co wyznają i nie uznawali kompromisów to właśnie wtedy byliby wiarygodni. A tak deklarują się że są naśladowcami Jezusa a przygrywają do mszy. Przekonanie możemy mieć do naprawdę wielu rzeczy. Mimo tego że mamy Ducha Świętego który nas prowadzi, Bóg dał nam też swoje Słowo bo wie że nasze serce może nas zwieść nawet pomimo tego Ducha w nas. Bóg chce abyśmy go wielbili, ale w sposób jaki jemu się podoba a nie wg naszego widzimisię.
Adar napisał(a):
A stwierdzenia typu "nie znasz mocy Boga", kojarzą mi się z ludźmi, którzy gromadzą się tylko we własnym sosie i wszystko krytykują. Wielu księży szczerze kocha Boga, a że są na takim a nie innym poziomie poznania (np 500 lat temu wśród protestantów był ostry spór o eucharystię) nie znaczy, że trzeba z nimi walczyć, unikać, wrogo się nastawiać. Podam przykład z mojego życia: Mam księdza w rodzinie i jako jedyny nie poszedłem na jego obłóczyny, też mnie określali, że mam wyprany mózg. Ale innym razem poczułem w Duchu, że mam iść na jakieś tam chrzciny rodzinne, które on odprawia. Poszedłem (uczestniczyłem w liturgii? - dla czystych wszystko jest czyste - po prostu byłem tam). Jakiś czas później już nie był księdzem z pewnego powodu, a dzięki temu, że tam wtedy byłem - miałem płaszczyznę do przyjaznej rozmowy.
I czemu tak bardzo unikamy/boimy się muzyki? Dlaczego to kontrowersyjny zawód? Zawód jak każdy inny. Czy jest na tym forum jakiś muzyk, który to rozumie?

Muzyk to nie zawód jak każdy inny. Muzyk zarabia na koncertach i na płytach (chociaż w znacznie mniejszej części). Muzyk musi się dobrze sprzedać aby wyżyć z muzyki. Musi grać to co polubi na tyle dużo ludzi że starczy mu na życie. Nie ma opcji żeby narodzony na nowo muzyk wyżył z grania dla nowo narodzonych. Jako dzieci Boże mamy teraz ważniejsze rzeczy do robienia niż chodzenie na koncerty, kupno płyt czy delektowanie się muzyką. Dlatego ktoś narodzony na nowo musi szukać innych rynków gdzie będzie mógł zaprezentować to co umie i zarobić przy okazji. Idzie na kompromis starając się zyskać słuchaczy wśród niewierzących, którzy raczej piosenek o Ewangelii nie będą chcieli słuchać. I w ten sposób muzyka staje się jego bożkiem a On bałwochwalcą, bo muza ważniejsza niż posłuszeństwo Bogu. Być może dochodzi do tego jeszcze duma, że zamiast grania muzyki ktoś będzie musiał pracować w magazynie powiedzmy. W oczach świata taki ktoś spadł jeżeli chodzi o status społeczny.


Góra
 Zobacz profil  
Odpowiedz z cytatem  
PostNapisane: Wt lis 13, 2018 7:26 pm 
Offline
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Śr mar 30, 2016 8:48 pm
Posty: 29
quezob napisał(a):
Muzyk to nie zawód jak każdy inny. Muzyk zarabia na koncertach i na płytach (chociaż w znacznie mniejszej części). Muzyk musi się dobrze sprzedać aby wyżyć z muzyki. Musi grać to co polubi na tyle dużo ludzi że starczy mu na życie. Nie ma opcji żeby narodzony na nowo muzyk wyżył z grania dla nowo narodzonych. Jako dzieci Boże mamy teraz ważniejsze rzeczy do robienia niż chodzenie na koncerty, kupno płyt czy delektowanie się muzyką. Dlatego ktoś narodzony na nowo musi szukać innych rynków gdzie będzie mógł zaprezentować to co umie i zarobić przy okazji. Idzie na kompromis starając się zyskać słuchaczy wśród niewierzących, którzy raczej piosenek o Ewangelii nie będą chcieli słuchać. I w ten sposób muzyka staje się jego bożkiem a On bałwochwalcą, bo muza ważniejsza niż posłuszeństwo Bogu. Być może dochodzi do tego jeszcze duma, że zamiast grania muzyki ktoś będzie musiał pracować w magazynie powiedzmy. W oczach świata taki ktoś spadł jeżeli chodzi o status społeczny.

Niekoniecznie idzie na kompromis, czasami niestety idzie - ale może iść normalnie do pracy - grając w zespole lub sam - prezentując/wykorzystując swój talent instrumentalnie lub jeżeli jest wokal - to jest szeroki wachlarz możliwości śpiewania o neutralnych sprawach. Tak jak w innych zawodach. A też równie łatwo/trudno w innych zawodach można wpaść w pułapki kompromisów. Np. Pewien chrześcijanin sprzedaje w sklepie i po jakimś czasie szef zaczął zamawiać piwo - czy taki chrześcijanin ma zmienić pracę? A czy gdy w tym samym sklepie jest zatrudniona chrześcijanka - księgowa, ma zmienić pracę, bo będzie wpisywać do salda faktury z piwem? A sprzątaczka? Czy to samo dotyczy coli, cukierków z likierem, wina, gazetek młodzieżowych...A ileż zła dopiero jest w aptekach, księgarniach, na budowach.... A gdy kupuję buty wyprodukowane przez masonerię?
Cały kosmos (świat) tkwi w złym, ale ja jestem obmyty krwią Chrystusa i nie daję się niczym zniewolić, ale dla każdego może to być co innego. Osobiście nie widzę problemu z butami, piwem, graniem jako muzyk sesyjny, koncertowy, w filharmonii itp.

_________________
Bliski jest Pan tym, których serce jest złamane. Ps.34


Góra
 Zobacz profil  
Odpowiedz z cytatem  
PostNapisane: Wt lis 13, 2018 7:55 pm 
Offline
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Pt kwi 01, 2005 9:30 pm
Posty: 8526
Lokalizacja: Kraków
Adar napisał(a):
Zaznaczam, że byłem, nie uczestnicząc i jednocześnie brzydząc się tym.
Hmmm... :? A można spytać, dlaczego w ogóle byłeś, skoro się jednocześnie tym brzydziłeś? Trochę to jakby niekonsekwentne, nie uważasz?

Adar napisał(a):
Na buddyjską imprezę też bym poszedł jeżeli miałbym tam np kolegę, który jest bliski Ewangelii, ale np chce mnie o coś zapytać i zaprosił mnie tam... Podobno grzechem dla katolika jest pójść na spotkanie protestanckie - to tak na marginesie.
Rozumiem, że poszedłbyś na buddyjską imprezę o charakterze religijnym. A czy buddyjskiemu koledze bliskiemu Ewangelii możesz mówić, że Bóg jest zazdrosny o ducha, któremu dał w Tobie mieszkanie [Jak. 4:4-5], jednocześnie dając mu do zrozumienia, że Twój Bóg nie ma nic przeciwko temu, żebyś uczestniczył w pogańskich rytuałach natury duchowej? Jeśli ten kolega chce Cię o coś zapytać, to nie lepiej wybrać się z nim na spacer do parku? No, bo jak mu wytłumaczysz potem, że Ty byłeś z nim na buddyjskiej imprezie tylko "ze względów taktycznych"?

Bóg nigdy i nigdzie nie zaleca, żeby posługiwać się kłamstwem podczas głoszenia Ewangelii. Wręcz przeciwnie:

"Lecz wyrzekliśmy się ukrytych haniebnych czynów, nie postępując podstępnie ani nie fałszując słowa Bożego, ale przez ujawnianie prawdy polecamy samych siebie sumieniu każdego człowieka w obliczu Boga" [II Kor. 4:2]

Dlatego apostołowie nigdy nie chodzili do pogańskich świątyń, żeby tam głosić Ewangelię. Znam wielu, którzy przez takie podstępne postępowanie tak naprawdę chcieli "podstępnym postępowaniem" usprawiedliwić własne dwoiste serce i odpadli od Boga, który takim postępowaniem się brzydzi. Mówili, że są "sprytni jak węże, a czyści jak gołębice" - ale tak naprawdę wcale nie byli czyści, tylko przewrotni.

Adar napisał(a):
Fragment Tytusa mówi o fałszywych nauczycielach, których Tytus miał karcić/zawstydzać, aby ozdrowieli w wierze. Więc mieli skalany umysł i sumienie, natomiast czyny/rozumowanie człowieka o czystym sumieniu są czyste. Przytoczę jeszcze Rz 14,22-23. Jeżeli miałbym wątpliwości i poszedłbym dla np ciekawości - byłoby to głupotą, ale z przekonaniem i wiarą... Bóg wie.
To, co piszesz o Rz. 14:22-23 nie ma się nijak do uczestniczenia w rytuałach, które dla Boga są obrzydliwe. Przeczytaj kontekst tego rozdziału. Tam nie chodziło o to, że można mieć "przekonanie w Duchu", żeby pójść do świątyni pogańskiego boga albo na nabożeństwo do głoszących innego Jezusa w innym duchu. Nie można wyrywać dwóch wersetów z kontekstu po to, żeby usprawiedliwić dowolne postępowanie (nawet sprzeczne ze Słowem Bożym) tylko dlatego, że ktoś ma do tego przekonanie. Duch Święty nie daje przekonania sprzecznego ze Słowem, które sam natchnął.

"Wielu bowiem jest niekarnych, pustych gadułów, zwodzicieli, zwłaszcza pośród tych, którzy są obrzezani; tym trzeba zatkać usta, gdyż oni to całe domy wywracają, nauczając dla niegodziwego zysku, czego nie należy. Jeden z nich, ich własny wieszcz powiedział: Kreteńczycy zawsze łgarze, wstrętne bydlęta, brzuchy leniwe. Świadectwo to jest prawdziwe, dla tej też przyczyny karć ich surowo, ażeby ozdrowieli w wierze i nie słuchali żydowskich baśni i nakazów ludzi, którzy się odwracają od prawdy. Dla czystych wszystko jest czyste, a dla pokalanych i niewierzących nic nie jest czyste, ale pokalane są zarówno ich umysł, jak i sumienie" [Tyt. 1:10-15]

Czystość i nieczystość w tym fragmencie dotyczy "żydowskich baśni i nakazów ludzi, którzy się odwracają od prawdy" - to oni narzucali poganom swoje własne teorie dotyczące czystości i nieczystości wywodzone z tradycji rabinicznej. Nie można tego fragmentu stosować jako usprawiedliwienia "wolności służącej za osłonę zła" [I Piotra 2:16].

Czyli "dla czystego wszystko jest czyste" wcale nie oznacza "wszystko mi wolno, bo jestem czysty", a świadome uczestniczenie w chrzcinach niemowlęcia albo buddyjskiej imprezie religijnej jest jawnym sprzeciwieniem się woli Bożej wyrażonej w Pismach [Ef. 5:8-11].

Ekumeniczne "wytrychy biblijne" mające usprawiedliwić "wspólnotę z bezowocnymi uczynkami ciemności" robią szkodę nie tylko tym, którzy je stosują, ale przede wszystkim tym, którzy są upewniani przez tą wspólnotę, że ich uczynki ciemności są w porządku.


Góra
 Zobacz profil  
Odpowiedz z cytatem  
PostNapisane: Wt lis 13, 2018 8:41 pm 
Offline
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Śr mar 30, 2016 8:48 pm
Posty: 29
Smok Wawelski napisał(a):
Adar napisał(a):
Zaznaczam, że byłem, nie uczestnicząc i jednocześnie brzydząc się tym.
Hmmm... :? A można spytać, dlaczego w ogóle byłeś, skoro się jednocześnie tym brzydziłeś? Trochę to jakby niekonsekwentne, nie uważasz?

Adar napisał(a):
Na buddyjską imprezę też bym poszedł jeżeli miałbym tam np kolegę, który jest bliski Ewangelii, ale np chce mnie o coś zapytać i zaprosił mnie tam... Podobno grzechem dla katolika jest pójść na spotkanie protestanckie - to tak na marginesie.
Rozumiem, że poszedłbyś na buddyjską imprezę o charakterze religijnym. A czy buddyjskiemu koledze bliskiemu Ewangelii możesz mówić, że Bóg jest zazdrosny o ducha, któremu dał w Tobie mieszkanie [Jak. 4:4-5], jednocześnie dając mu do zrozumienia, że Twój Bóg nie ma nic przeciwko temu, żebyś uczestniczył w pogańskich rytuałach natury duchowej? Jeśli ten kolega chce Cię o coś zapytać, to nie lepiej wybrać się z nim na spacer do parku? No, bo jak mu wytłumaczysz potem, że Ty byłeś z nim na buddyjskiej imprezie tylko "ze względów taktycznych"?

Rozumiem, że robisz rozróżnienie imprez o charakterze religijnym i imprez świeckich? Czyli np. na urodziny buddysty byś poszedł (przypuśćmy, że masz w rodzinie takiego), a na wykład buddyjski do tego samego mieszkania, w którym były urodziny - już nie? Na ślub cywilny np. twojego katolickiego wnuka byś poszedł, natomiast na kościelny - już nie? A co jak w parku do którego pójdę z buddystą będą figurki buddy i wszędzie medytujący ludzie?

_________________
Bliski jest Pan tym, których serce jest złamane. Ps.34


Góra
 Zobacz profil  
Odpowiedz z cytatem  
PostNapisane: Wt lis 13, 2018 11:14 pm 
Offline
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Pt kwi 01, 2005 9:30 pm
Posty: 8526
Lokalizacja: Kraków
Adar napisał(a):
Rozumiem, że robisz rozróżnienie imprez o charakterze religijnym i imprez świeckich?
O ile pamiętam, zadałem Ci kilka pytań. I oczekuję Twoich odpowiedzi zamiast zasypywania mnie gradem własnych pytań, prawdopodobnie po to, żeby na moje nie odpowiedzieć.

Rozmawialiśmy o "przygrywaniu ewangelicznie wierzących muzyków do eucharystii". Potem stwierdziłeś, że "jesteś, nie uczestniczysz, a nawet się brzydzisz". O ile dobrze zrozumiałem, jesteś "za, a nawet przeciw". A ludzie, którzy widzą takie Toje zachowanie, mają się do czegokolwiek nawrócić? A po co, skoro przygrywając do ich "bezkrwawej ofiary", która jest "źródłem i zarazem szczytem całego życia chrześcijańskiego" umacniasz ich w przekonaniu, że właściwie, to "wszystko jedno"? Jeżeli "nie uczestniczysz i się brzydzisz", to po co "jesteś"? Dla osobistego rozwoju? Dla pieniędzy? Dla zmylenia tych, których chcesz potem "ewangelizować"?

Moim zdaniem stosowane przez Ciebie porównania nie przystają do tematu. Co postaram się wykazać.

Adar napisał(a):
Np. Pewien chrześcijanin sprzedaje w sklepie i po jakimś czasie szef zaczął zamawiać piwo - czy taki chrześcijanin ma zmienić pracę? A czy gdy w tym samym sklepie jest zatrudniona chrześcijanka - księgowa, ma zmienić pracę, bo będzie wpisywać do salda faktury z piwem? A sprzątaczka? Czy to samo dotyczy coli, cukierków z likierem, wina, gazetek młodzieżowych...A ileż zła dopiero jest w aptekach, księgarniach, na budowach.... A gdy kupuję buty wyprodukowane przez masonerię?
Stosujesz tzw. "argument ad absurdum":

"Argumentów ad absurdum używa się szczególnie często w rozumowaniach dotyczących przyjmowania lub odrzucania norm, a także podejmowania decyzji. W przypadku, gdy uznanie jakiejś normy A jest wątpliwe, argumentem ad absurdum wykazuje się często, że norma A z konieczności prowadzi do zaakceptowania jakieś normy B, która jest (w oczywisty sposób) absurdalna, nieakceptowalna. Podobnie w przypadku decyzji wykazuje się, że podjęcie określonej decyzji prowadzi do zaistnienia jakiegoś nieakceptowalnego stanu rzeczy. Przykładem może być argumentacja: “Gdyby uznać zakaz zabijania za normę obowiązującą bezwzględnie, trzeba by także przyjąć normę zakazującą zabijania pasożytów, komarów, a nawet wirusów i bakterii”.

Ogólny schemat wnioskowania argumentum ad absurdum wygląda następująco:

Jeśli uznać A za prawdziwe (właściwe, obowiązujące) to za prawdziwe uznać trzeba by także B, które jednak jest absurdem".

https://encenc.pl/argumentum-ad-absurdum/

Czyli "jeśli ewangelicznie wierzący nie powinien przygrywać do eucharystii (norma A), to musimy uznać, że chrześcijanka nie może pracować w hipermarkecie, gdzie sprzedaje się piwo, colę, cukierki z likierem, wino czy gazetki młodzieżowe, nie powinna tam sprzątać ani być księgową (norma B). Czyli "jeżeli norma A jest prawdziwa, to norma B również musiałaby być prawdziwa, a przecież jest absurdem".

Tymczasem przygrywanie ewangelicznie wierzących muzyków do eucharystii należałoby raczej porównać z pracą chrześcijanki w charakterze sprzedawczyni, księgowej czy sprzątaczki w "monopolowym" albo w kasynie. "Zło w aptekach, księgarniach i na budowach" to jest dokładnie ten sam argument. Gdyby chrześcijanin otrzymał propozycję pracy u znachora, w księgarni okultystycznej albo na budowie jakiegoś sanktuarium maryjnego, to byłoby bardziej stosowne porównanie. I wcale nie absurdalne.


Góra
 Zobacz profil  
Odpowiedz z cytatem  
PostNapisane: Cz lis 15, 2018 12:22 pm 
Offline
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Pn maja 21, 2007 3:14 pm
Posty: 362
Lokalizacja: Warszawa
Kiedy Smok napisał o ''księgarni okultystycznej'' przypomniało mi się jak pracowałem w hurtowni książek. Już pierwszego dnia, kiedy pakowałem książki do kartonów zwróciłem uwagę, że są tam pozycje okultystyczne i to wręcz takie które mają przyzwyczajać dzieci do zła; Byłą tam pozycja - coś w tytule ''Oswój swojego potwora'' Jak dziecko się bało potwora w szafie, to rodzic miał przekonać potomka że widziadła nie są wcale złe i trzeba się z nimi zaprzyjaźnić i to miało to psychologicznie leczyć niewiniątko od lęków. Lub też pozycja ''Ucz swoje dziecko jogi'' Nie pamiętam innych diabelskich tytułów a i te które napisałem, mogą być nieprawidłowe. Ale kiedy wykonywałem pracę pakowacza, mój ''wewnętrzny człowiek'' zaczął alarmować że coś jest bardzo nie ''halo'' Wiedziałem że wierzący ''nie może być uczestnikiem cudzych grzechów'' i jeśli ''kto zgorszy niewiniątko lepiej mu do łba kamień przywiązać i wrzucić do rzeki. Zacząłem modlić się w tej sprawie, żeby Bóg dał mi inne zadanie i Stwórca dopuścił totalne zmęczenie tak że musiałem się stamtąd zwolnić. Wcześniejszy przypadek który miał miejsce w 2016 roku jeszcze przed operacją nerki. Przyjęto mnie do firmy Technicolor w Piasecznie( chyba zwrócono na mój zawód w papierach - mechanik aparatury automatycznej) i zacząłem się uczyć jak wytwarzać filmy na płytach Blu-ray. Okazało się że jednorazowo mogłem wypuścić parę tysięcy sztuk Harrego Pottera lub inny chłam ''Gra o tron'' I znów zacząłem źle się czuć na sumieniu i przyszły myśli, że jak jakieś dziecko to obejrzy i będzie zajmować się okultyzmem to ja będę miał w tym swój udział. A najgorsze, że niewiniątko może zostać opętane. Zacząłem się modlić i przepraszać Boga za swoją głupotę( mój brat jak szedłem pierwszy raz do pracy zadał mi pytanie: Tomek a jak tam będziesz wytwarzał filmy porno?) Poszedłem bo wtedy była straszna bieda , po śmierci mamy. Ale dobry Bóg dopuścił że dostałem ostrego zapalenia zatok od lakierów wytwarzających nośniki i musiałem się zwolnić. Dlaczego to wszystko piszę? Ten wątek mówi o ludziach jakby zrodzonych z Boga, którzy biorą udział w bałwochwalstwie i traktują to jako pracę. Zapewniam Was że kiedy PRAWDZIWIE WIERZĄCY człowiek dotyka się czegoś skalanego idolatrią, będzie alarmowany przez Chrystusa który w nim mieszka. Jest to ogólnie fatalne samopoczucie na psychice i pojawianie się wersetów w głowie przeciwko grzechowi. Czy pamiętacie jak Apostoł Paweł ''obruszał się w duchu'' w Atenach? Konkluzja jest taka: tzw. ewangeliczni muzycy po prostu nie są nawróceni i to trzeba mówić. A ze ktoś chodzi do Baptystów lub zielonoświątkowców lub gra religijnego rocka wcale nie musi znać Boga. ''Czy to nie polega na tym, że się mnie zna - mówi Pan'' Jeremiasz 22:16b

_________________
"Bez prorockich objawień naród dziczeje....''Księga Przysłów 29:18a


Góra
 Zobacz profil  
Odpowiedz z cytatem  
PostNapisane: Cz lis 15, 2018 1:26 pm 
Offline
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Pt sty 15, 2016 4:30 pm
Posty: 392
T.S.CHRISTWEAPON napisał(a):
Ten wątek mówi o ludziach jakby zrodzonych z Boga, którzy biorą udział w bałwochwalstwie i traktują to jako pracę. Zapewniam Was że kiedy PRAWDZIWIE WIERZĄCY człowiek dotyka się czegoś skalanego idolatrią, będzie alarmowany przez Chrystusa który w nim mieszka.
Bez dwóch zdań (Jana 10:4).

T.S.CHRISTWEAPON napisał(a):
Konkluzja jest taka: tzw. ewangeliczni muzycy po prostu nie są nawróceni i to trzeba mówić.
Twoja konkluzja bazuje na założeniu, że PRAWDZIWIE WIERZĄCY nie ma wyjścia, lecz na pewno prędzej czy później stamtąd wyjdzie - albo dobrowolnie (rozumiejąc, w co się wpakował), albo niedobrowolnie (na skutek choroby itp). Czasem wygląda to jednak inaczej: Bóg wprawdzie mówi do prawdziwie wierzącego człowieka przez Ducha, który w nim mieszka i przez różne sytuacje, ale zdarza się, że ten prawdziwie wierzący człowiek go nie posłucha, zagłuszając swoje sumienie.

T.S.CHRISTWEAPON napisał(a):
A ze ktoś chodzi do Baptystów lub zielonoświątkowców lub gra religijnego rocka wcale nie musi znać Boga.
Tak. Dlatego konkluzja: tzw. ewangeliczni muzycy po prostu nie zawsze są nawróceni.


Góra
 Zobacz profil  
Odpowiedz z cytatem  
PostNapisane: Cz lis 15, 2018 5:26 pm 
Offline
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Śr mar 30, 2016 8:48 pm
Posty: 29
Smoku, cofam argument "dla czystych wszystko jest czyste" - rzeczywiście powierzchownie go rozumiałem. Na pozostałe kwestie odpowiem wkrótce.
Jako ciekawostkę przytaczam przekład NPD:

List do Tytusa 1,14-16 (NPD)
"Dbaj również o to, byś sam nigdy nie uległ jakimkolwiek bajkom religijnym(*1), które oni głoszą, a szczególnie tym o żydowskich korzeniach, ani żadnym innym ludzkim przykazaniom rozpowszechnianym przez osoby odwodzące braci i siostry w wierze od Prawdy, która złożona jest wyłącznie w Chrystusie(*2)! Pamiętaj, że ludzie czyści są łatwowierni i zbyt szybko uznają, że wszystko, co słyszą jest czyste. Jednak to, co pochodzi od ludzi zbrukanych i Bogu nieposłusznych, nie jest czyste, ponieważ ich myśli są pokrętne a sumienie plugawe! Osoby tego pokroju, choć twierdzą, że znają Boga, to jednak swym postępowaniem przeczą temu całkowicie!(*3). Ich czyny są dowodem ich nieposłuszeństwa oraz niezdatności(*4) do jakiegokolwiek dobrego dzieła(*5). Dlatego są Bogu tak bardzo obrzydliwi!"

══════════
(*1) Dosł. „żydowskim”. W listach Pawła określenie „judejski” (żydowski) często jest synonimem słowa „religijny”. Religijność w swej istocie jest zaprzeczeniem chrześcijaństwa, którego sens wyraża się w osobistym związku ze zmartwychwstałym Chrystusem (przez Jego Słowo i Ducha). Więcej w Komentarzu NPD → Świątynny model religijności a biblijne chrześcijaństwo.
(*2) Por. J 14,6.
(*3) Por. 1 J 1,6 oraz 1 J 1,8.
(*4) Gr. adokimos – słowo to stosowane było również do opisu podrobionych pieniędzy, tchórzliwych żołnierzy lub kandydatów na jakiś urząd, których uznano za bezwartościowych.
(*5) Dobrymi dziełami są tylko te, które Bóg osobiście przygotował ludziom do wykonania (por. Ef 2,10). Ponieważ nikt, oprócz samego Boga, nie jest dobry więc tylko to, co On zaplanował jest rzeczywiście dobre (por. Mk 10,18 oraz Łk 18,19).

_________________
Bliski jest Pan tym, których serce jest złamane. Ps.34


Góra
 Zobacz profil  
Odpowiedz z cytatem  
PostNapisane: Cz lis 15, 2018 6:28 pm 
Offline
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Pt kwi 01, 2005 9:30 pm
Posty: 8526
Lokalizacja: Kraków
Nie chcę robić off topu w tym miejscu, ale chcę tylko zaznaczyć, że ta "ciekawostka" w postaci przekładu dynamicznego jest częściowo interpretacją tekstu dokonaną przez tłumacza - ja mam osobiście poważne zastrzeżenia do tej konkretnej "ciekawostki", którą wkleiłeś. Tam jest dodawanie do Słowa Bożego. Ja bym się tego bał. Ale to tylko moja drobna uwaga na marginesie. Wracajmy do tematu wątku.


Góra
 Zobacz profil  
Odpowiedz z cytatem  
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 46 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1, 2, 3, 4  Następna strona

Strefa czasowa: UTC + 1


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 2 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Skocz do:  
cron
POWERED_BY
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL