www.ulicaprosta.net

Forum przy Ulicy Prostej
Teraz jest So lut 29, 2020 10:19 am

Strefa czasowa: UTC + 1




Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 7 ] 
Autor Wiadomość
PostNapisane: Wt lut 13, 2018 4:13 pm 
Offline

Dołączył(a): Śr sty 31, 2018 1:00 pm
Posty: 28
Witajcie,

Mój pierwszy post tutaj...
Od ponad 30 lat jestem katolikiem. Mniej więcej w okresie gimnazjum-liceum, razem z młodzieńczym buntem zaczęły się różne wątpliwości, ale dla „świętego spokoju” chodziłem jeszcze w niedzielę na msze. Właściwie na studiach już kompletnie olałem kościół i Boga i taki stan trwał kilka lat. Wiem, że przez cały ten czas modliła się za mnie moja rodzina i po tym czasie w wyniku głównie nauczania jednego z mądrych jezuitów prawdziwie się nawróciłem. To znaczy: znalazłem naprawdę mądrego spowiednika, stanąłem w prawdzie o swojej grzeszności i wyznałem pierwszy raz od ponad 20 lat swoje grzechy wierząc, że staję prawdziwie przed Bogiem, a nie gadam coś tylko człowiekowi. Uznałem również Jezusa za swojego Pana i uwierzyłem, że on mnie zbawił. Od tego czasu zaczęła się prawdziwa zmiana w moim życiu. Patrząc na moje życie „przed” i „po” widziałem po owocach, że jest jak w Ga 5, 16-26! Wydawało mi się, że idę w końcu jakąś drogą, której sens rozumiem. Starałem się ciągle lepiej poznawać Boga, Jezusa, czytałem Pismo Święte (czego nigdy wcześniej nie robiłem).

Po jakimś czasie ten sam jezuita wystąpił z zakonu, zostawił kościół katolicki (co było dla mnie szokiem), ale mimo wszystko dalej go słuchałem bo zaczął zgłębiać Biblię, a mnie tylko to interesowało. Bardzo dużo mi się rozjaśniało w wielu kwestiach, o których mówi Pismo Święte ale pojawił się oczywiście temat krytyki KK. Nie zastanawiałem się do tego czasu nad wieloma kwestiami, o których mówił i podszedłem do tematu sceptycznie myśląc, że będzie to kolejne protestanckie okładanie mnie łopatą (czego jest masa chociażby w internecie). Ale to co mówił i jak mówił postawiło mnie jednak w trudnej sytuacji zmierzenia się z faktami, z którymi ciężko dyskutować. Zacząłem więcej jeszcze szukać i między innymi trafiłem tutaj. Problem w tym, że ten były już jezuita, jest również przez was krytykowany jak i jego „Tajemny Plan”.

Właściwie problem jest szerszy…bo widzicie, po nawróceniu wydawało mi się, że wszystko nabiera sensu, a Jezus mnie autentycznie zmienia, prowadzi. Jak patrzę z perspektywy na ten czas, to powiedziałbym, że dominowała po prostu Miłość. Wiem, że to w ustach faceta brzmi od razu jakoś dziwnie, ale tak było. Czułem ją i spokój. Teraz im więcej szukam, im bardziej poddaję w wątpliwość bycie katolikiem, tym bardziej doświadczam lęku i zaczynam też wątpić we wszystko, bo już sam nie wiem jaka jest ta prawda. Chyba dla każdego jest jasne, kto mąci lękiem?
Jak czytam więcej waszych postów, to właściwie lęku mam jeszcze więcej. Dlaczego? Bo się okazuje, że ten zwodzi, tamten zwodzi, tu źle, tam jeszcze gorzej. Ci twierdzą, że „Jezus chce mojego uzdrowienia”, tamci zaraz „Hola, powoli z tą łaską”. Oczywiście KK to już samo zło, a ludzie w nim to ciemna, niemyśląca masa kłaniająca się ślepo opłatkowi albo oddająca cześć malowidłom w koronie. Tylko co z mojego potencjalnego wystąpienia bądź nie wystąpienia z KK miałoby automatycznie zmienić, skoro między wami (protestantami) sami widzicie masę zwiedzenia? Większość chrześcijan z poza KK twierdzi, że się prawdziwie nawróciło i ochrzciło itp. Jednak zaraz się znajdują tacy wśród was, którzy znajdują, że coś jednak jest nie tak (jak np. wy w „Tajemnym Planie”).

Może się wydawać inaczej, ale nie chcę nikogo swoim postem obrazić. Mówię wprost o swojej frustracji, ponieważ trwa to już dość długo, a mam jakieś wrażenie, że powinienem tutaj zabrać głos. Zastanawiam się czy faktycznie to Bóg chce ode mnie żebym za wszelką cenę wyszedł z kościoła katolickiego teraz, właśnie po tym jak mnie na nowo w nim prowadził? Od dłuższego czasu próbuję znaleźć swoją drogę i pytam o nią Boga, ale nie umiem znaleźć odpowiedzi...


Góra
 Zobacz profil  
Odpowiedz z cytatem  
PostNapisane: Wt lut 13, 2018 8:39 pm 
Offline
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Pt kwi 01, 2005 9:30 pm
Posty: 8447
Lokalizacja: Kraków
Witaj na forum Adamie,

Jako były katolik chyba Cię rozumiem. Różnica między nami jest taka, że w tamtych czasach nie było jeszcze takiej masy zwiedzeń jak dzisiaj. Narodziłem się na nowo, przez jakiś czas próbowałem jeszcze naiwnie "zreformować krk od środka", ale Bóg mi pokazywał coraz dobitniej, że nie można pogodzić Jego Słowa z nauczaniem w tym kościele, a żadna wspólnota charyzmatyczna nie jest w stanie pozostać w systemie z czystym sumieniem. Stopniowo coraz bardziej się "protestantyzowaliśmy", aż w końcu wyszliśmy stamtąd. Duch Święty nie pozwoli człowiekowi tam zostać, o ile nie następuje zatwardzanie serca i stopień obłudy, strachu czy oszukiwania się nie stanie się tak wielki, że nieszczęśnik zaprze się prawdziwego Pana Jezusa i wróci do "eucharystycznego". A znam takich.

Moim zdaniem (przynajmniej na podstawie podanego przez Ciebie opisu sytuacji) Twój lęk bierze się stąd, że pokładasz nadzieję w ludziach, zamiast w żywym Bogu. Jeśli Go poznałeś, to daj Mu się prowadzić. Proś o prowadzenie w odpowiednim kierunku i ochronę przed zwiedzeniami. Mamy czasy ostateczne i taka sytuacja została zapowiedziana przez samego Pana Jezusa oraz apostołów. Ale przecież Pan jest mocniejszy.

Czytam ostatnio Księgę Liczb i widzę, jak naród Izraela po wyprowadzeniu z Egiptu wielokrotnie chciał tam wracać dlatego, że na pustyni mieli wprawdzie obecność Bożą (a czegóż więcej chcieć?), ale uważali, że zaraz zginą, bo jest wprawdzie manna z nieba, ale nie ma czosnku i cebuli. Mieli obietnice, widzieli działanie Boga w swoim życiu, a mimo to chcieli wracać tam, gdzie wołali o wybawienie.

Może dobra byłaby ilustracja. Ożyłeś w kostnicy i ktoś (Ktoś) Ci otworzył drzwi na wolność, żebyś zobaczył, że istnieje życie poza tym przygnębiającym miejscem. Jesteś na wolności. Jeśli jesteś dzieckiem Bożym, to masz Ducha Bożego, Jego Słowo i możesz liczyć na Jego prowadzenie. Widzisz żywych ludzi, z których wielu (jak to w Polsce) też opuściło miejsce martwej religii bez Ducha. I wielu tych żywych ludzi dziwnie myśli, dziwnie się zachowuje, są oszukiwani, a niektórzy z nich sami zaczęli oszukiwać. Wiele osób piszących na forum to ludzie oszukani, którzy przejrzeli, Bóg ich nie opuścił i mimo działalności oszustów wracają do duchowej równowagi. Są żywi - i to ich różni od tych, którzy nadal leżą w kostnicy. Trzeba przyznać, że to różnica zasadnicza.

Myślę, że nie obraziłeś swoim postem nikogo. Po prostu dałeś wyraz swojej frustracji. Ciągnąc dalej ilustrację, kostnica wysyła specjalnych ludzi, żeby nakłonić żywych to powrotu "na łono matki". Na wszelkie możliwe sposoby. Ludzie przebrani za żywych mieszają się z żywymi i próbują ich przekonać, że przecież wśród żywych jest wielkie zamieszanie, a w kostnicy przynajmniej cicho i spokojnie. Niektórzy z żywych zaczynają sami żyć cieleśnie, nie słuchają Boga i pojawia się u nich ekumeniczne pragnienie powrotu, bo na drzwiach kostnicy niedawno zamieszczono ogłoszenie: "Witamy wśród żywych inaczej". Organizuje się festyny i wspólne akcje, żeby tylko ślepi powrócili do umarłych. Stosy okazały się nieskuteczne, więc kierownictwo kostnicy obmyśliło bardziej subtelne metody. Taki tajemny plan.

Ale jest Pan. Jeśli kochasz Go z całego serca, to przylgnij do Niego i proś, żeby Ci dał otwarte oczy duchowe. Nie polegaj na ludziach. Czytaj Słowo Boże, proś o otwarcie umysłu i szukaj tych, którzy wzywają Pana z czystego serca, nie uganiając się za marnościami tego świata, zdrowiem fizycznym za wszelką cenę, ale się oddzielają dla Boga. Proś o jajo, a nie o skorpiona w skorupce. Pan Cię nie porzuci i nie opuści, a nawet po krótkotrwałych cierpieniach utwierdzi, umocni, i na trwałym postawi gruncie.

Mądry spowiednik nie ma mocy odpuścić Twoich grzechów, a jeśli jest jezuitą i po swoim rzekomym nowym narodzeniu nadal odprawia msze, oddając cześć stworzeniu przez 20 lat, udzielając sakramentów rzekomo niezbędnych do zbawienia i tak dalej to coś z tym nowym narodzeniem musiało być nie w porządku. Nie wspomnę o przeklinaniu jak szewc (jeśli mówimy o autorze "Tajemnego Planu") przez cały ten czas. Konkrety w odpowiednim wątku. Jego poglądy na sprawy zasadnicze takie jak chrzest i Wieczerza Pańska są co najmniej niejasne i wątpliwe, a powołuje się na... zwodzicieli "protestanckich". Dalej nie będę pisał, bo to nie ten wątek. Chodzi o Ciebie.

Kierownictwo kostnicy poprzez swoje działania propagandowe, dezinformacyjne i sabotażowe stopniowo usypia żywych, żeby wprowadzić ich w stan duchowej hibernacji. To w ramach "szukania tego, co nas łączy". Ale udaje się to zrobić tylko w stosunku do tych, których duchowa temperatura jest uzależniona nie od osobistej relacji z Bogiem i posłuszeństwa Jego Słowu, tylko od okoliczności zewnętrznych i nieposłuszeństwa Słowu. Proś Pana o pomoc i łaskę, a będzie Ci dana. Jeśli w wyniku rozmowy ze spowiednikiem sam zwróciłeś się do Jezusa i narodziłeś się na nowo, to pamiętaj, że Bóg jest w stanie użyć nawet oślicy, żeby przemówiła do człowieka. Teraz nie potrzebujesz już pośredników, kapłanów, sakramentów i całego systemu. Masz Pana, Arcykapłana, Jedynego Pośrednika i Skałę. Chcesz wracać do cebuli i czosnku w kostnicy?

Zacznij się modlić i przestań się bać. Lęk przed rodziną jest niczym w porównaniu z jeziorem ognia. Tego się Bój, a nie zamieszania wśród żywych, z którego Pan Jezus ma moc się wyrwać nawet jeśli się w coś zaplączesz. Szczere i czyste serce oraz szukanie Boga w Duchu i prawdzie jest jedynym warunkiem.

Na koniec dwa fragmenty, które mogą Ci się przydać:

"Młodzieńczych zaś pożądliwości się wystrzegaj, a zdążaj do sprawiedliwości, wiary, miłości, pokoju z tymi, którzy wzywają Pana z czystego serca" [II Tym. 2:22]

"Ale wy, umiłowani, budujcie siebie samych w oparciu o najświętszą wiarę waszą, módlcie się w Duchu Świętym, zachowajcie siebie samych w miłości Bożej, oczekując miłosierdzia Pana naszego Jezusa Chrystusa, ku życiu wiecznemu. Dla jednych, którzy mają wątpliwości, miejcie litość, wyrywając ich z ognia, ratujcie ich; dla drugich miejcie litość połączoną z obawą, mając odrazę nawet do szaty skalanej przez ciało. A temu, który was może ustrzec od upadku i stawić nieskalanych z weselem przed obliczem swojej chwały, jedynemu Bogu, Zbawicielowi naszemu przez Jezusa Chrystusa, Pana naszego, niech będzie chwała, uwielbienie, moc i władza przed wszystkimi wiekami i teraz, i po wszystkie wieki. Amen." [Judy 20-25]

W razie jakichś pytań w sprawie "syndromu pokatolickiego", możesz pisać na priva.


Góra
 Zobacz profil  
Odpowiedz z cytatem  
PostNapisane: Cz kwi 05, 2018 11:20 am 
Offline

Dołączył(a): Śr sty 31, 2018 1:00 pm
Posty: 28
Dochodzę do punktu podjęcia konkretnych decyzji i niełatwych rozmów z najbliższymi. Nie wiem czy mam na tyle silną wiarę, żeby temu wszystkiemu podołać. Będę wam wdzięczny za modlitwę...


Góra
 Zobacz profil  
Odpowiedz z cytatem  
PostNapisane: Cz kwi 05, 2018 5:27 pm 
Offline
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Pt kwi 01, 2005 9:30 pm
Posty: 8447
Lokalizacja: Kraków
Będzie "pod górkę", ale moje wsparcie masz. Najważniejsze jednak, żebyś się nie wystraszył i prosił Pana o wsparcie. W końcu sługa nie jest większy od Pana:

"Jeśli kto chce mi służyć, niech idzie za mną, a gdzie Ja jestem, tam i sługa mój będzie; jeśli kto mnie służy, uczci go Ojciec mój" [Jan 12:26]

"Wspomnijcie na słowo, które do was powiedziałem. Nie jest sługa większy nad pana swego. Jeśli mnie prześladowali i was prześladować będą; jeśli słowo moje zachowali i wasze zachowywać będą" [Jan 15:20]


Góra
 Zobacz profil  
Odpowiedz z cytatem  
PostNapisane: Cz paź 03, 2019 10:20 pm 
Offline

Dołączył(a): Śr sty 31, 2018 1:00 pm
Posty: 28
Od dłuższego czasu wraca mi myśl, żeby złożyć świadectwo. Od mojego ostatniego posta tutaj wydarzyło się wiele, więc po prostu tak zrobię :wink:

Trudne rozmowy i kolejny etap stanięcia w prawdzie zaczął się w kwietniu zeszłego roku wobec mojej żony. Zbyt wiele rzeczy już mi się wprost nie zgadzało z Biblią żebym mógł o sobie z czystym sumieniem powiedzieć, że jestem katolikiem. To był drugi taki przełomowy moment w moim życiu, bo jednocześnie wprost wyznałem Bogu, że się boję i nie wiem jak to będzie ale wybieram Jego Słowo: Prawdę. Ciekawe było też to, że ciągle tej prawdy chciałem jeszcze wcześniej (trwając w KRK po nowym narodzeniu). Wołałem o nią do Pana, prosiłem żeby mi pokazał jaki jest, bo widziałem, że coś od mojego nowego zrodzenia (jeszcze oczywiście nie wiedziałem co to jest) się gubi. Sól zaczęła mocno wietrzeć...a raczej właśnie się rozpuszczać w tym świecie i widziałem, że coś nie gra.

Ostatnio do mnie zaczęły powracać różne fragmenty Pisma, jakby mi Bóg chciał przypomnieć jak to było. Pamiętam jak bardzo poruszała mnie zawsze rozmowa Pana z Samarytanką.
(5) Przybył więc do miasteczka samarytańskiego, zwanego Sychar, w pobliżu pola, które /niegdyś/ dał Jakub synowi swemu, Józefowi. (6) Było tam źródło Jakuba. Jezus zmęczony drogą siedział sobie przy studni. Było to około szóstej godziny. (7) Nadeszła /tam/ kobieta z Samarii, aby zaczerpnąć wody. Jezus rzekł do niej: Daj Mi pić! (8) Jego uczniowie bowiem udali się przedtem do miasta dla zakupienia żywności. (9) Na to rzekła do Niego Samarytanka: Jakżeż Ty będąc Żydem, prosisz mnie, Samarytankę, bym Ci dała się napić? Żydzi bowiem z Samarytanami unikają się nawzajem. (10) Jezus odpowiedział jej na to: O, gdybyś znała dar Boży i /wiedziała/, kim jest Ten, kto ci mówi: Daj Mi się napić - prosiłabyś Go wówczas, a dałby ci wody żywej. (11) Powiedziała do Niego kobieta: Panie, nie masz czerpaka, a studnia jest głęboka. Skądże więc weźmiesz wody żywej? (12) Czy Ty jesteś większy od ojca naszego Jakuba, który dał nam tę studnię, z której pił i on sam, i jego synowie i jego bydło? (13) W odpowiedzi na to rzekł do niej Jezus: Każdy, kto pije tę wodę, znów będzie pragnął. (14) Kto zaś będzie pił wodę, którą Ja mu dam, nie będzie pragnął na wieki, lecz woda, którą Ja mu dam, stanie się w nim źródłem wody wytryskającej ku życiu wiecznemu.
J. 4,5-14
Takie i inne obietnice od Pana czytałem, a u siebie ich nie widziałem. Opcje były dwie: albo Pan Jezus mnie okłamał albo coś jest nie tak po mojej stronie. Na szczęście nie wiele mi zajęła odpowiedź :)

(19) Rzekła do Niego kobieta: Panie, widzę, że jesteś prorokiem. (20) Ojcowie nasi oddawali cześć Bogu na tej górze, a wy mówicie, że w Jerozolimie jest miejsce, gdzie należy czcić Boga. (21) Odpowiedział jej Jezus: Wierz Mi, kobieto, że nadchodzi godzina, kiedy ani na tej górze, ani w Jerozolimie nie będziecie czcili Ojca. (22) Wy czcicie to, czego nie znacie, my czcimy to, co znamy, ponieważ zbawienie bierze początek od Żydów. (23) Nadchodzi jednak godzina, owszem już jest, kiedy to prawdziwi czciciele będą oddawać cześć Ojcu w Duchu i prawdzie, a takich to czcicieli chce mieć Ojciec. (24) Bóg jest duchem; potrzeba więc, by czciciele Jego oddawali Mu cześć w Duchu i prawdzie.
J. 4,19-24
Tutaj też wystarczyło mi proste pytanie: czy ja tak mam? Czy oddaję Bogu "cześć w Duchu i prawdzie". Było jasne, że nie.

Przyszedł wtedy też taki moment, że zdałem sobie sprawę jak bardzo np. fragment z listu do Efezjan mówi o moim starym życiu:
(1) I wy byliście umarłymi na skutek waszych występków i grzechów, (2) w których żyliście niegdyś według doczesnego sposobu tego świata, według sposobu Władcy mocarstwa powietrza, to jest ducha, który działa teraz w synach buntu. (3) Pośród nich także my wszyscy niegdyś postępowaliśmy według żądz naszego ciała, spełniając zachcianki ciała i myśli zdrożnych. I byliśmy potomstwem z natury zasługującym na gniew, jak i wszyscy inni.
Tak po prostu w moim życiu było. Żyłem imprezami, spotkaniami, według żądz ciała, spełniając zachcianki.

Oraz jak mówi o tym co się później stało (o nowym życiu):
(4) A Bóg, będąc bogaty w miłosierdzie, przez wielką swą miłość, jaką nas umiłował, (5) i to nas, umarłych na skutek występków, razem z Chrystusem przywrócił do życia. Łaską bowiem jesteście zbawieni. (6) Razem też wskrzesił i razem posadził na wyżynach niebieskich - w Chrystusie Jezusie, (7) aby w nadchodzących wiekach przemożne bogactwo Jego łaski wykazać na przykładzie dobroci względem nas, w Chrystusie Jezusie. (8) Łaską bowiem jesteście zbawieni przez wiarę. A to pochodzi nie od was, lecz jest darem Boga: (9) nie z uczynków, aby się nikt nie chlubił. (10) Jesteśmy bowiem Jego dziełem, stworzeni w Chrystusie Jezusie dla dobrych czynów, które Bóg z góry przygotował, abyśmy je pełnili.

Ef. 2,1-10
Tak doszedłem do wniosku, że chcę tą drogę kontynuować nawet za cenę bycia z tym kompletnie sam, wbrew wszystkim. Byle bym faktycznie żył w prawdzie i ufał, że Pan mnie przeprowadzi przez "ciemną dolinę".

Dostałem kontakt do społeczności kawałek ode mnie i tak się zaczął kolejny czas. Stwierdziłem, że przecież Pan Jezus powiedział wielokrotnie i wyraźnie o tym, że poznam po owocach. No to ja Mu wierzę.
Opiszę to na podstawie tego układania puzzli (jednego z nauczań z Ulicy) podczas czytania Słowa. Kiedyś miałem tak, że modliłem się, szukałem odpowiedzi na jakieś zagadnienie i przez chwilę miałem wrażenie, że kolejny element pasuje mi do układanki. Na przykład fakt, że się narodziłem na nowo w chrzcie jako niemowlę, otrzymałem Ducha w bierzmowaniu ale nie współpracuje właściwie z "łaską uświęcającą" i dlatego to wszystko nie działa. Przez chwilę pasowało do całości ale nie pasowało mi to po pierwsze do Biblii, w której czytałem jak chrzest przyjmował tylko dorosły, zbawienie jest wyłącznie z wiary lub to, że Ducha otrzymuje się w nowym narodzeniu. Najważniejsze, że nie pasowało mi to nijak z tym co się stało w moim życiu, a było dziwnie bliskie opisom ze Słowa. Nie mówiąc już o kwestiach związanych z budowaniem czegokolwiek na Piotrze, dawaniu mu kluczy, nieprzerwanej sukcesji, odpustów, nieomylności kogokolwiek poza Bogiem, itp.

Tymczasem jeżdżąc do tych ludzi, sprawdzając ich nauczanie nagle wszystko w zaskakujący sposób pasowało z resztą Słowa, ich życiem, świadectwem. Najważniejszym dowodem jednak było to, co się stało z moją żoną.
Tylko Bóg wie ile razy padałem na kolana kompletnie zrezygnowany, że próbuje świadczyć, pokazywać w Biblii a tu po prostu mur. Stopniowo jednak moja żona zaczęła więcej słuchać niż mówić, więcej pytać, aż pojechaliśmy z dziećmi wraz z całą społecznością na taki wspólny czas w górach rok temu. Trochę to znowu zajęło, Pan pracował i jakoś na początku roku wysłuchała między innymi tej serii "Ewangeliczni chrześcijanie i katolicy razem". Jak sama mówi: "Wtedy mnie trzasnęło". Chodziło o to proste zestawienie Biblia-KRK. W maju natomiast się nawróciła, wyznała przed Panem wszystkie grzechy i wybrała tylko Jego! Na owoc nie musiałem długo czekać. Pytała co rusz o coś z Biblii, a zanim ja zdążem rzetelnie sprawdzić co i jak, nagle mi nie raz mówiła (kompletnie chyba nieświadoma skąd niby ma nagle odpowiedź):"wiesz co, w sumie to tam dalej jest wyjaśnione. Już rozumiem". Zobaczyłem też zdecydowanie więcej spokoju wobec dzieci, sama chciała się ze mną modlić, przestało ją interesować tracenie czasu na różne "światowe rzeczy", słuchała ciągle nauczań na spacerach, czytała Biblię nie raz zawstydzając mnie, że nagle czyta ją jakby więcej niż ja.
Dzisiaj jak widzę jak łaskawie Bóg zmienia ciągle nasze małżeństwo, to słów brakuje żeby Panu dziękować...

Chciałbym tylko dodać, że Bóg jest naprawdę dobry. W swojej jakiejś kompletnie niezrozumiałej dla mnie łasce dał mi zobaczyć ten owoc i przemówił nie raz jaśniej i dosadniej niż ta oślica do Bileama. Dał pokój w sercu i takie przekonanie co do chrztu wodnego, który miałem niedawno. Nawet to przekonanie co do chrztu przyszło od Boga, bo go nie miałem jeszcze rok temu w ogóle. Dziękuję braciom z Ulicy za wstawanie się za nami u Pana. Chcę przede wszystkim Mu oddać chwałę! Tak się modliłem JAK to zrobić i mi przyszedł Psalm 116:

"Miłuję PANA, bo usłyszał mój głos i moje prośby. Nakłonił bowiem swego ucha ku mnie, dlatego będę go wzywał za moich dni. Otoczyły mnie boleści śmierci, utrapienia piekła przeniknęły mnie; przyszły na mnie ucisk i boleść. Wtedy wezwałem imienia PANA, mówiąc: PANIE, proszę, wybaw moją duszę. Łaskawy jest PAN i sprawiedliwy, nasz Bóg jest miłosierny. PAN strzeże ludzi prostych; byłem uciśniony, a wybawił mnie. Powróć, moja duszo, do swego odpoczynku, bo PAN dobrze ci uczynił. Wybawił bowiem moją duszę od śmierci, oczy moje od płaczu, moją nogę od upadku. Będę chodził przed obliczem PANA w ziemi żyjących. Uwierzyłem i dlatego przemówiłem; byłem bardzo strapiony. Powiedziałem w zatrwożeniu: Każdy człowiek to kłamca. Cóż oddam PANU za wszystkie jego dobrodziejstwa, które mi wyświadczył? Wezmę kielich zbawienia i będę wzywać imienia PANA. Moje śluby złożone PANU wypełnię teraz przed całym jego ludem. Cenna jest w oczach PANA śmierć jego świętych. O PANIE, jestem twoim sługą; jestem twoim sługą i synem twojej służącej; rozerwałeś moje więzy. Tobie złożę ofiarę chwały i będę wzywać imienia PANA. Moje śluby złożone PANU wypełnię teraz przed całym jego ludem; W dziedzińcach domu PANA, pośrodku ciebie, Jeruzalem! Alleluja."


Góra
 Zobacz profil  
Odpowiedz z cytatem  
PostNapisane: Pt paź 04, 2019 9:50 am 
Offline
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Pt sty 15, 2016 4:30 pm
Posty: 346
Adamie, dziękuję za Twoje świadectwo. Chwała Bogu!


Góra
 Zobacz profil  
Odpowiedz z cytatem  
PostNapisane: Pt paź 04, 2019 2:53 pm 
Offline

Dołączył(a): N sty 29, 2017 9:08 pm
Posty: 6
Chwała Panu Adamie. Niech was Pan dalej prowadzi ku swojej chwale i dla zbudowania tych, którzy mogą być świadkami tego wzrostu :)


Góra
 Zobacz profil  
Odpowiedz z cytatem  
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 7 ] 

Strefa czasowa: UTC + 1


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 8 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Skocz do:  
POWERED_BY
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL